ill titlePacyfikacja wsi i dalsze losy mieszka?c?w Hanaczowa
Nale?y cofn?? si? nieco wstecz do wydarze?, jakie mia?y miejsce w Hanaczowie, po drugim napadzie banderowc?w (10 kwietnia 44r.). Po kilku dniach, po opuszczeniu przez ludno?? wsi, Niemcy zacz?li coraz cz??ciej odwiedza? Hanacz?w, zabieraj?c krowy i poluj?c na dr?b.
Pod koniec miesi?ca kwietnia, tego rodzaju wizyty by?y sk?adane cz??ciej. By?y dni, w kt?rych Niemcy byli dwa a nawet trzy razy. Przewa?nie byli to ?o?nierze Wehrmachtu. Dow?dztwo oddzia?u AK doskonale zdawa?o sobie spraw?, ?e w kr?tkim czasie nale?y wie? opu?ci?, gdy? Niemcy nie b?d? tolerowa? grupy zbrojnej, na zapleczu frontu.
Liczono jednak, po cichu, ?e Niemcy mo?e dadz? si? z?apa? na mistyfikacj? i uwierz?, ?e wie? jest cz??ciowo zamieszkana przez ludno?? cywiln?.


Dopiero, po wtargni?ciu o ?wicie oddzia?u SS, przeprowadzeniu rewizji i znalezieniu kilka sztuk broni, sta?o si? jasne, ?e w najbli?szym czasie Niemcy zaatakuj?.
Dnia 1-go maja 1944 r, w godzinach wieczornych, przy zachowaniu maksymalnej ostro?no?ci, oddzia? opu?ci? plac?wk? obronn?, przenosz?c si? do gospodarstwa ?amasza, po?o?onego na skraju tzw. Dolinki.
Teren Dolinki charakteryzowa? si? kompleksem do?? g?stych sad?w i by? oddalony o kilkadziesi?t metr?w od drogi i tyle? od pastwiska.
?rodkiem Dolinki p?yn?? potok z Hanacz?wki, przy kt?rym bieg?a ?cie?ka. Teren ten, dla obcych nieznany, z zewn?trz ma?o widoczny, nadawa? si? do odskoku w kierunku Hanacz?wki a? do m?yna Kaczora, po czym, ??kami lub pastwiskiem mo?na si? by?o dosta? do lasu „Klus?w” lub „Zadniego K?ta”.
Najbardziej niebezpiecznym odcinkiem dla ewentualnego odskoku by?y ??ki lub pastwisko w Hanacz?wce. Liczono, ?e uda si? ten odcinek przeskoczy? podczas porannej mg?y. Owe gospodarstwo, w kt?rym. ulokowa? si? oddzia?, by?o oddalone od plebanii ponad 100 m.
Dzieli?a go od ko?cio?a otwarta przestrze? pastwiska, zwanego B?oniem. Ludno?? cywilna mia?a sp?dzi? t? noc w budynku, nowej plebanii. Kilku starych gospodarzy nocowa?o w swoich obej?ciach. Ludzie na plebanii, zabarykadowali si? workami ze zbo?em. W razie ataku banderowc?w, oddzia? mia? im przyj?? z pomoc?, za? w razie okr??enia przez Niemc?w, ludzie byli wzgl?dnie bezpieczni, i? po?r?d nich nikogo nie by?o z broni?.
Oko?o godziny 20-tej by? silny nalot na Lw?w. Nad miastem powoli opada?y flary. Miasto by?o tak o?wietlone, ?e w Hanaczowie by?o widno jak w dzie?. Zaraz po nalocie rozdano kolacj? i porcje mi?sa wo?owego jako ?elazne porcje. Wniesiono do izby troch? s?omy ch?opcy porozsiadali si?, jak kto m?g? najwygodniej, by troch? odpocz??, O ?wicie, czeka? ich daleki marsz. Odcinek drogi, pomi?dzy plebani? a miejscem pobytu oddzia?u patrolowa?a dw?jka partyzant?w zmieniaj?cych si? co dwie godziny.
Ludzie b?d?cy na plebanii, podnieceni maj?cym nast?pi? o ?wicie wymarszem – nie spali. Nie spali te? niekt?rzy partyzanci .
Inni drzemali na siedz?co. Noc by?a ciep?a i cicha. By?o do?? widno. Oko?o godziny 23-ciej, ch?opcy b?d?cy na czujkach zameldowali, ?e na cmentarzu, Kurowieckiej G?rze, D?browie i innych miejscach kracz? wrony. By?o to zjawisko raczej niezwyk?e.
Wiedzieli o tym dobrze mieszka?cy wsi, kt?rych by?o sporo w oddziale. Kilku partyzant?w wysz?o z budynku i nas?uchiwa?o. Od czasu, do czasu – s?ycha? by?o krakanie wron. Komentowano to niezwyk?e zjawisko. Wniosek by? prosty i logiczny. Wrony mog?y kraka? przez kogo? sp?oszone. Mogli te? ludzie na?ladowa? g?osy ptak?w, w jakim? okre?lonym celu. Zacz?to podejrzewa?, ?e wie? jest otoczona przez bandy.
O Niemcach nie pomy?lano ani przez chwil?. Oddzia? m?g? odej?? zaraz, po tych alarmuj?cych b?d?, co b?d? – sygna?ach.
Nikomu nawet przez my?l nie przysz?o, ?eby zostawi? ludzi w plebanii na pastw? losu, za? ci?gn?c za sob? „ten cywilny ogon” po nocy by?o r?wnie? dla wszystkich niebezpieczne, tym bardziej, ?e w?r?d ludno?ci cywilnej by?o kilka kobiet.
Wymarsz zarz?dzono na godzin? czwart?. Kierunek marszu: do m?yna „Kaczora”, nast?pnie w kierunku „G?r” w Hanacz?wce i wej?cie do lasu w okolicy „Zadniego K?ta”. Punktualnie o godz. 4-tej, oddzia? by? gotowy do wymarszu. Z plebanii nadci?gali ludzie, by do??czy? do oddzia?u.
W kierunku Hanacz?wki, a wi?c po osi marszu, zostali wys?ani szperacze i stra? przednia, za kt?r? zacz??y si? posuwa? poszczeg?lne dru?yny, utrzymuj?ce odleg?o?ci oko?o 50 m. na wzg?rzu D?browie, na tle zielonej runi ozimin, wida? by?o d?ug?, czarn? krech?.
Zrozumiano, ?e w nocy wykopano rowy strzeleckie. Ci?gle my?lano, ?e wie? zosta?a otoczona przez band?.
Zacz?to ponagla? ludno?? cywiln? do do??czenia si? do oddzia?u, kt?ry po?piesznie maszerowa?, chc?c przy porannej mgle sforsowa? najbardziej niebezpieczny odcinek, tj. ??ki lub ewentualnie pastwisko w Hanacz?wce.
Tymczasem, stra? przednia natkn??a si? na skraju rowu strzeleckiego na kilka postaci w he?mach, wychylaj?cych si? z okopu. Otwarto do nich ogie?, chc?c utorowa? drog? dla oddzia?u. Nadal my?lano, ?e s? to banderowcy, kt?rych nie bardzo si? obawiano, gdy? nie s?yn?li oni z wielkiej odwagi. Byli tylko odwa?ni w stosunku do bezbronnej ludno?ci.
Po ostrzelaniu domniemanych banderowc?w, natychmiast wystrzelone zosta?y rakiety, ze wszystkich wzg?rz, otaczaj?cych Hanacz?w, a tak?e z lasu hanaczowskiego i franciszka?skiego. Po chwili, od strony cmentarza ukaza?y si? czo?gi.
A wi?c byli to Niemcy. To, czego najbardziej si? obawiano, sta?o si? rzeczywisto?ci?. Czo?gi otworzy?y ogie?, ostrzeliwuj?c przede wszystkim ko?ci??, budynki plebanii oraz budynki szkolne. Zaraz potem pojawi?y si? samochody, z kt?rych wyskakiwali niemieccy ?o?nierze. Ubrani byli ,w panterki, na he?mach , powtykane mieli ga??zki wierzby.
B?d?cy w okr??eniu ludzie, zar?wno partyzanci, jak i mieszka?cy, widzieli jedyn? desk? ratunku w ukryciu si? w samej wsi. Ucieczka ze wsi by?a ju? niemo?liwa.
O tej porze roku, drzewa by?y jeszcze bezlistne chocia? by?y ju? p?ki kwiatowe. Gdzie, nie gdzie – kwit?y ju? czere?nie. Pola by?y okryte runi? ozimin. Ukry? si? wi?c by?o bardzo trudno.
Zabudowania by?y znacznie przerzedzone. W obu napadach spalono wiele budynk?w.
Zabudowa wsi, po spaleniu nie dawa?a mo?liwo?ci poruszania si? i doj?cia do upatrzonej kryj?wki. Na wzg?rzach, otaczaj?cych Hanacz?w, pe?no by?o Niemc?w.
Mieli oni doskona?y wgl?d w teren. Do wsi nap?ywa?o coraz wi?cej ?o?nierzy. Zacz?li oni, z i?cie niemieck? dok?adno?ci?, przeszukiwa? zabudowania, zagl?daj?c do wszystkich zakamark?w, strzelaj?c d?ugimi seriami i wrzucaj?c granaty w podejrzane miejsca.
We wsi, po obu napadach zosta?o jeszcze sporo zabudowa?.
Teraz zabudowania te niszczono systematycznie. Nie pomini?to te? ruin (pogorzelisk) z poprzednich napad?w. Przez okienka piwniczne wrzucano po kilka granat?w. Na powierzchni ziemi nikt nie pozosta?. Grozi?a tu niechybna ?mier?. Ludzie, jakby si? zapadli pod ziemi?. Niekt?re zabudowania i ruiny, do kt?rych Niemcy mieli podejrzenie, ?e mog? ukrywa? si? w nich ludzie, by?y wprost wgniatane w ziemi?, czo?gami.
Pod ich ci??arem, za?amywa?y si? stropy piwniczne. Ca?e szcz??cie, ?e ludzie po napadach wiedzieli, ?e piwnica jest najgorsz? kryj?wk?. Z tego rodzaju ukrycia, korzystali tylko w razie najwy?sze konieczno?ci. Niemcy byli dos?ownie wsz?dzie. Przeczesywali teren systematycznie. Trudno by?o znale?? cho?by niewielki kawa?ek ziemi, gdzie nie stan??a noga niemieckiego ?o?daka.
Nie wszyscy ludzie zd??yli si? dobrze ukry?, w dobrze zamaskowanych schronach. Nie mieli na to czasu. Niekt?rzy przycupn?li w kopcach ziemniak?w, narzucaj?c na siebie troch? badyli. Inni zagrzebywali si?, po prostu, w wyschni?t? warstw? obornika, a jeszcze inni – wciskali si? pod mostki i przepusty. Znane s? przypadki przebywania w wodzie, przez kilka godzin. Jeden z mieszka?c?w, dostrze?ony przez Niemc?w – podpali? w?asn? cha?up?, by pod os?on? dymu m?g? si? schroni? w upatrzonej kryj?wce. Niemcy systematycznie; dom po domu niszczyli wszystko, podpalaj?c zabudowania specjaln? substancj? paln?, wytwarzaj?c? wysok? temperatur?.
Dochodzi?a godzina 12-sta. Ju? osiem godzin trwa?a akcja wyniszczaj?ca. Oko?o godziny trzynastej, z kryj?wki urz?dzonej w stosie kamienia budowlanego, oddalonej od drogi oko?o 30m, kilka os?b obserwowa?o ruch na drodze. Wida? tam by?o przeje?d?aj?ce pojazdy i ma?e oddzia?y ?o?nierzy, id?cych w kierunku Stanimierza.
By?o ju? pewne, ?e akcja dobiega?a ko?ca. Na kilku samochodach dostrze?ono ludzi w cywilnych ubraniach, z za?o?onymi na karku r?kami. Na innych samochodach, te? jecha?o po kilka os?b w?r?d ?o?nierzy, siedz?cych na ?awkach. Ludzie ci, r?wnie? mieli r?ce za?o?one na karkach. Sz?a te? grupka ludzi z podniesionymi do g?ry r?kami pod eskort? kilku Niemc?w. Tych ludzi, kt?rych mo?na by?o dostrzec ze schronu, kt?rych wie?li i prowadzili Niemcy, mog?o by? od 100 do 150 os?b.
Oko?o godziny 14-tej, Niemcy opu?cili wie?. Pierwsza faza akcji pacyfikacyjnej trwa?a oko?o 10-ciu godzin.
Po tak systematycznym, kilkakrotnym przeczesaniu terenu, spaleniu, zgnieceniu przez czo?gi i rozwaleniu budynk?w granatami i minami – wyj?cie z tego piek?a z ?yciem zakrawa?o niemal na cud.
A jednak... Powoli zacz?li ludzie wychodzi? z kryj?wek, rozgl?daj?c si? z trwog? czy nie wida? w pobli?u Niemc?w. Takie prze?ycie pozbawi?o ich woli. Nie wiedzieli, co ze sob? zrobi?.
Kr?cili si? w pobli?u ko?cio?a i pal?cej si? plebanii. W ca?ej wsi unosi? si? sw?d spalenizny, trudno by?o oddycha?. Inni, dobrze ukryci, nie ruszali si? ze swoich kryj?wek, po prostu nie wiedz?c, ?e akcja zosta?a zako?czona.
Oko?o godziny 15-tej, jeden z partyzant?w usi?owa? dosta? si? do budynku nowej plebanii, chc?c zabra? ukryte pod pod?og? rzeczy osobiste. Od frontu nie mo?na by?o dosta? si? do budynku, gdy? z tej strony by? w p?omieniach. Przystawi? wi?c drabin? od strony p??nocnej i zacz?? wchodzi? przez okno do budynku. W tej chwili otrzyma? d?ug? seri? z karabinu maszynowego z kierunku cmentarza.
Nast?pi?o jakby otrze?wienie. Ludzie zrozumieli, ?e niebezpiecze?stwo jeszcze nie min??o. Zarz?dzono natychmiastow? zbi?rk? w terenie nie widocznym z otaczaj?cych wie? wzg?rza. Punktem zbornym by?a cha?upa (jakim? cudem nie spalona) w gospodarstwie Floriana Nieckarza „Florka”. Rozes?ani ch?opcy ?ci?gali dyskretnie, kogo napotkali, do tego miejsca. Wszyscy zdawali sobie spraw?, ?e wie? jest otoczona i ?e Niemcy obserwowali teren przez lornetki.
W ka?dej chwili m?g? nast?pi? atak. Nie by?o ani chwili do stracenia. Gor?czkowo naradzano si?, kt?r?dy najlepiej wydosta? si? z okr??enia, jaki wybra? kierunek.
Jedni twierdzili, ?e najlepiej mo?na wyj?? w kierunku Hanaczowki, a wi?c dok?adnie t? sam? drog?, kt?r? o ?wicie oddzia? pr?bowa? wymkn?? si?. Drudzy m?wili, ?e najlepszym sposobem jest ukrycie si? na miejscu i przeczekanie do nocy. Inni byli przekonani, ?e najlepiej przemkn?? si? w kierunku lasu „K?us?w” t? sam? drog?, kt?r? cz??? oddzia?u pr?bowa?a przedrze? si? rano. Ta ostatnia propozycja dawa?a najwi?cej szans na wymkni?cie si?, niepostrze?enie z okr??enia, pod warunkiem zachowania najwi?kszej ostro?no?ci i przestrzegania dyscypliny marszowej. Chodzi?o o to, ?eby z miejsca zbi?rki, a? do samego lasu, teren by? dla Niemc?w niewidoczny. Zak?adano, ?e tylko przy bardzo dobrej znajomo?ci terenu, istnia?a niewielka szansa na wyprowadzenie resztek oddzia?u, a wraz z nimi – ludno?? cywiln?.
Oko?o godziny 16-stej ma?y oddzia?ek, sk?adaj?cy si? z oko?o 20-tu partyzant?w i oko?o 30 os?b cywilnych, wyruszy? g?siego za przewodnikami, uwa?aj?c pilnie na znaki, dawane od czo?a.
Pocz?wszy od gospodarstwa Dominika Potaszy?skiego, ludzie posuwali si? potoczkiem, kt?rego brzegi zaro?ni?te by?y olchami (odrostami z pni), maj?cymi ju? lepi?ce si? listeczki. Odcinek ten przebyto w pozycji mocno pochylonej. Nast?pny odcinek by? chyba najtrudniejszy. By?a to ??czka, na kt?rej zostali zabici partyzanci.
Zw?oki le?a?y plecami do g?ry. Z ty?u g?owy widoczna by?a zakrzep?a krew. Zw?oki partyzant?w, obdarte by?y z odzie?y i obuwia. Po?r?d nich le?a? d-ca oddzia?u, kpt. „Janek”. Zakrzep?a z ty?u g?owy krew, wskazywa?a, ?e dobijano w ten spos?b rannych, lub strzelano dla pewno?ci do nie?yj?cych. Po przeczo?ganiu si? t? ??czk?, ludzie dotarli do w?skiej, polnej dr??ki, prowadz?cej do samego lasu. Dr??ka ta tworzy?a ma?y w?wozik, o niewysokich brzegach od 0,5 do 0,8 m.
Drog? t? nazywano „drog? ?redni?”. By?a. ona tak niewidoczna, ?e Niemcy jej po prostu nie zauwa?yli.
Szperacze, znajduj?cy si? kilkadziesi?t metr?w na przodzie byli coraz bli?ej skraju lasu.
Ludzie wgnieceni w ziemi?, obserwowali z zapartym tchem ruchy tych- dw?ch czy trzech ludzi na przodzie oczekuj?c, ?e w ka?dej chwili mo?e odezwa? si? te? karabin maszynowy.
W tym miejscu, skraj lasu nie by? obsadzony przez Niemc?w.
Na dany znak, ludzie si? ju? nie czo?gali lecz biegli chy?kiem, by jak najszybciej dotrze? do zbawczego lasu. Gdyby Niemcy, akurat w tej chwili obserwowali przez lornetki ten skrawek terenu, ujrzeliby spor? grup? ludzi, wynurzaj?cych si?, jakby spod ziemi i wsi?kaj?cych w lesie.
Tym razem, mo?na by?o m?wi? o szcz??ciu i to podw?jnym.
Mo?e to by?a minuta, mo?e dwie od chwili zag??bienia si? w las, gdy nad Hanaczowem znowu pojawi?y si? rakiety. Zza cmentarza, lasu franciszka?skiego, Kurowickiej G?ry, a nawet ze spalonej gaj?wki „Swobody” wynurzy?y si? czo?gi , zmierzaj?c w pe?nym biegu ku ?rodkowi wsi. Z przysi??ka Zag?ry, zacz??y ukazywa? si? samochody – ci??ar?wki z wojskiem i amfibie.
Rozpocz??a si? druga, faza pacyfikacji.
Tymczasem ludzie, kt?rym tak – szcz??liwie uda?o si? umkn?? oprawcom podpalaczom, doszli do lasu, zwanego „Zadnim K?tem”.
Tam zarz?dzono kr?tki odpoczynek. Znalaz?o si? troch? czasu na zebranie my?li i podsumowanie pierwszych wra?e?.
Najbardziej utkwi?a w pami?ci droga przebyta od „Florka” do lasu. Zdawa?o si?, ?e przebycie tej drogi trwa?o kilka godzin, podczas gdy sforsowano j? w nieca?? godzin?.
Z kierunku Hahaczowa ci?gle s?ycha? by?o huk dzia? czo?gowych i jakie? znacznie g?o?niejsze wybuchy. To pali?y si? eksploduj?c granaty samor?bki i „kartaczownice” w budynku plebanii.
Po kr?tkim odpoczynku cz??? ludzi, w tym kobiety, uda?y si? do ?wirza, druga cz??? – do Przemy?lan. Po odej?ciu kilku kilometr?w od Hanaczowa jeszcze by?o s?ycha?, s?abn?ce odg?osy wybuch?w.
Grupa ludzi, udaj?ca si? do ?wirza dotar?a tam pod wiecz?r, bez przyg?d. Mieszka?o tam ju? kilkana?cie rodzin z Hanaczowa.
Po raz pierwszy, od kilku tygodni mogli zasn?? spokojnie.
Ca?y dzie? odsypiali tamte niespokojne noce.
Druga grupa – uzbrojona – uda?a si? w kierunku na Przemy?lany, by tam z?o?y? bro? i otrzyma? wiarygodne dokumenty. Zaraz po wyj?ciu z „Zadniego K?ta” zacz?to strzela? pojedynczymi strza?ami z karabinu z dalszej odleg?o?ci. Oddzia?ek wi?c by? ?ledzony.
Nie pomog?y r??ne uniki i odskoki to w prawo, to w lewo. Kto? uparcie posuwa? si? za oddzia?kiem, od czasu, do czasu strzelaj?c. Oderwano si? od prze?ladowcy lub prze?ladowc?w dopiero z nastaniem zmierzchu. Ju? w zupe?nej ciemno?ci osi?gni?to skraj wsi Krosienka od strony Przemy?lan. Zachowuj?c najwi?ksz? ostro?no??, zacz?to si? posuwa? wydeptan? ?cie?k? w kierunku lasku podmiejskiego, zwanego Brzezinami. Na niebie odezwa? si? warkot pojedynczego samolotu.
Nagle, kilkana?cie metr?w przed czo?em oddzia?ku wytrysn?? snop ?wiat?a z reflektora, szukaj?c po niebie samolotu. Ch?opcy natrafili na stanowisko reflektora i dzia?ka – lotniczego. Wycofano ci? szybko z tej niefortunnie obranej ?cie?ki. Ostatecznie ulokowano si? w lasku, w odleg?o?ci kilkuset metr?w od szpitala. Ch?opcy z Przemy?lan poszli do miasta, przygotowa? kwatery. Nieby?a to sprawa ?atwa. Miasto, w tym czasie, by?o zamieszka?e prawie przez samych Ukrai?c?w (ponad 90%). Prawie w ka?dym domu kwaterowali ?o?nierze niemieccy.
Oko?o godziny 2-giej, z trzech stron zacz?to strzela? z automat?w. Szczeka?y psy. Pier?cie? zaciska? si? coraz bardziej, coraz bli?ej szczeka?y psy, jakby d?awione smyczami. Nie by?o w?tpliwo?ci. Niemcy wiedzieli o obecno?ci oddzia?ku. Kto? musia? po ciemku oddzia? ?ledzi?. Na szcz??cie, zjawi? si? jeden z przemy?la?skich ch?opc?w i poprowadzi? ludzi wprost na szpital. Bro? ukryto na skraju lasu, po czym, pojedynczo przez dziur? zrobion? w ogrodzeniu, ch?opcy przemy?la?scy rozprowadzili wszystkich na kwatery.
Oko?o po?udnia dnia 3-go maja – otrzymali czyst? odzie? i dokumenty. Byli zalegalizowani; sprawna by?a organizacja przemy?la?ska!
W tym dniu powr?ci?y do swych rodzin resztki z oddzia?u AK – porucznika „Strza?y”. Ci, co przeszli otwartym terenem, byli o dzie? wcze?niej. Kilkunastu pozosta?o w Hanaczowie – na zawsze. Czy kto? czasami o nich wspomni? Czy sobie na to nie zas?u?yli?
W cz??ci drugiej opisu podano, ?e liczba Hanaczowiak?w spoza oddzia?u AK wynosi?a oko?o 40 os?b, w tym ok. 10 kobiet. Z Hanaczowa wyprowadzono oko?o 30 os?b. Oko?o 10 os?b pozosta?o we wsi, kryj?c si? w dobrze zamaskowanych schronach. Z opowiada? niekt?rych tych os?b dowiedzie? si? by?o mo?na, co dzia?o si? w Hanaczowie podczas drugiej fazy akcji pacyfikacyjnej. Ot?? Niemcy zacz?li ponownie przeczesywa? teren, strzelaj?c i wrzucaj?c granaty do resztek zabudowa?. W niekt?rych zabudowaniach, czo?gi je?dzi?y tam i z powrotem, wgniataj?c ziemi? a? do powstania do??w. Niekt?re kr?ci?y si? w k??ko na jednej g?sienicy. Kilka czo?g?w, z odleg?o?ci kilkunastu metr?w strzela?o z dzia? do muru kamiennego, kt?rym by? otoczony ko?ci??. Przy okazji rozbito u?o?ony kamie?, w kt?rym schroni?o si? poprzednio kilku ludzi. Czo?gi dopiero odjecha?y, gdy przelatuj?ce samoloty radzieckie zrzuci?o kilka bomb. Druga faza akcji trwa?a a? do zachodu s?o?ca, tj. oko?o 2-ch godzin. ??cznie pacyfikacja wsi trwa?a 12 godzin.
Ofiar w ludziach by?o niestety wiele. Opr?cz partyzant?w zgin??o kilku mieszka?c?w wsi. Kobiet nie zabijano. Kilka os?b uprowadzono. Najwi?ksze straty ponie?li ?ydzi, ukrywaj?cy si? w opuszczonych gospodarstwach, w po?udniowej cz??ci wsi, za potokiem. Nieomal w ka?dym gospodarstwie, po?o?onym w pobli?u potoku, ukrywali si? ?ydzi. Zlekcewa?yli oni podstawowe zasady bezpiecze?stwa, w warunkach, w jakich znajdowa?a si? wie?. Zaj?li oni poszczeg?lne domy, po opuszczeniu ich przez w?a?cicieli. Nie wiedzieli, gdzie znajduj? si? schrony. Nie starali si? ich odszuka? lub zbudowa? nowe. Trudno powiedzie?, ilu ?yd?w zgin??o podczas po?ar?w poszczeg?lnych budynk?w. Jest jednak rzecz? nieomal pewn?, ?e wi?kszo?? ludzi, znajduj?cych si? w samochodach, z za?o?onymi na karkach r?kami – byli ?ydami, z?apanymi w?a?nie w cz??ci wsi, za potokiem. Natomiast jest ca?kowicie pewne, ?e w schronie, znajduj?cym si? w gospodarstwie D?ogi, Niemcy wykryli oko?o 30-stu ?yd?w, ?ci?ni?tych jak ?ledzie w beczce. ?yd?w zabrano, natomiast w?a?ciciela gospodarstwa zastrzelono na miejscu.

DALSZE LOSY MIESZKA?C?W HANACZOWA.

Mieszka?cy Hanaczawa, i ci bogatsi, i ci mniej zamo?ni – stali si? tu?aczami, bez dachu nad g?ow?. Los obszed? si? z nimi jednakowo. W wyniku dw?ch napad?w banderowc?w i akcji pacyfikacyjnej Niemc?w, zosta?a prawie ca?kowicie zniszczona. Ludzie, w?a?ciwie nie mieli drogi powrotu. Najwi?cej ludzi zosta?o ewakuowanych do Bi?ki Szlacheckiej, Czyszek, Bi?ki Kr?lewskiej i miasteczka ?wirz. Kilka rodzin znalaz?o schronienie w mie?cie powiatowym, w Przemy?lanach.
Wiele ludzi wyjecha?o ze wsi zupe?nie bez niczego, wszystko si? im spali?o. Ci, kt?rzy unikn?li po?aru, te? nie zd??yli wszystkiego zabra?. Wyjazd nast?pi? nagle.
Dla mieszka?c?w wsi, u kt?rych znale?li schronienie, stali si? nie ma?ym ci??arem. Wsie te nie s?yn??y z bogactwa. Kontyngenty, te? mocno nadwyr??a?y ich zapasy ?ywno?ci. Hanaczowiacy wiedzieli o tym, czuli si? skr?powani i upokorzeni. Zacz?to rozgl?da? si?, gdzie by to wyjecha?, by nie nara?a? go?cinnych gospodarzy na dzielenie si? i tak niebogatymi zapisami ?ywno?ci.
Dnia 6-go czerwca 1944 r. zosta? utworzony, d?ugo oczekiwany – drugi front. Zwyci?stwo aliant?w nie by?o ju? przez nikogo kwestionowane. Koniec wojny by? ju? bliski. Z sukces?w aliant?w, tak jak wszyscy Polacy, cieszyli si? tak?e Hanaczowiacy.
Lecz, poprzez t? niek?amana rado??, przebija? si? smutek i troska, co b?dzie po zako?czeniu wojny. Przecie? byli wygna?cami, nie posiadali swych domostw – nie mieli gdzie wraca?.
Gdzie? w po?owie lipca, grupka „pionier?w”, sk?adaj?ca si? z kilku dziewcz?t i ch?opc?w, uda?a si? na ?niwa. Wie? wygl?da?a makabrycznie. Stercza?y kominy i szkielety wypalonych dom?w. Ko?ci?? by? zniszczony, plebania spalona. Ogrody i sady zaro?ni?te by?y wybuja?ymi chwastami, si?gaj?cymi do dw?ch metr?w. Przez ?rodek wsi przebiega?y dwie drogi, jako ?lady po przeje?d?aj?cych czo?gach.
Zagony, przygotowane pod zbo?a jare i ziemniaki , r?wnie? zaro?ni?te by?y wybuja?ymi chwastami. Wie? nie by?a wsi? lecz du?ym cmentarzyskiem. Na polach przewa?a? kolor z?oty ju? dojrza?ego ?yta i dojrzewaj?cej pszenicy. Do Hanaczowa powoli ?ci?gali ludzie, Nie czuli ci? tu pewnie. Chodzili jakby ukradkiem, rozgl?daj?c si? na boki i za siebie. By? to jaki? nie kontrolowany odruch, ??to i koszono zbo?e, zaraz je m??cono i zabierano furmankami do Bi?ki i Czyszek, Po kilkunastu dniach kto? pu?ci? pog?osk?, ?e w Zaciemnem, wymordowano jak?? rodzin?. Ludzie natychmiast opu?cili wie?, by za kilka dni znowu wr?ci?. Powtarza?o si? to kilka razy. Ludzie gnie?dzili si?, gdzie popad?o, po kilkunastu w jednej zagrodzie.
We wsi znaleziono kilka ?aren. Mielono wi?c zbo?e. Z otrzymanej m?ki, robiono kluski i gotowano je na wodzie. Wypiekano podp?omyki (placki) i co?, w rodzaju chleba. Jedynym napojem, by?a woda.
P??niej do wsi przyprowadzono kilka kr?w. O osiedleniu si? na sta?e Hanaczowie, nikt nawet nie pomy?la?. Ludzie kosili zbo?e ca?ymi dniami lecz nie wiele by?o ?lad?w ?niw. W dalszym ci?gu z?oci?y si? zagony nie tkni?tych zb??. Zw?aszcza, takie calizny, spotykano w pobli?u las?w. Nikt jednak nie odwa?y? si? kosi?, czy ??? zbo?a pod lasem. W Hanaczowie, zdecydowa?o si? jednak zamieszka? 16 rodzin. Przebywa?y one tam przez ca?? zim?.
Wczesn? wiosn?, 1945 r., po zamordowaniu przez banderowc?w jednego z mieszka?c?w – wszyscy opu?cili wie?, aby ju? nigdy do niej nie wr?ci?.
W miesi?cu czerwcu, nast?pi?a pierwsza repatriacja i osiedlenie si? na zachodzie Polski.
Najwi?cej ludzi z Hanaczowa, osiedli?o si? w wojew?dztwach: jeleniog?rskim, wa?brzyskim, zielonog?rskim, wroc?awskim i samym Wroc?awiu oraz w wojew?dztwie opolskim, katowickim – szczeg?lnie w Gliwicach.

I chocia? – sytuacja materialna w nowym miejscu poprawi?a si? znacznie i zosta? rozwi?zany problem tworzenia si? nowych rodzin a ludzie poczuli si? wreszcie bezpiecznie – to jednak , my?li starych Hanaczowiak?w przenosz? si? tam, gdzie si? urodzili, wyro?li i sp?dzili swoj? m?odo??.
Oczami duszy ogl?daj? obraz, jaki si? im utrwali? najbardziej w pami?ci........

Ze wzg?rza „D?browy” lub „Piask?w” ogl?daj?, tak dobrze im znane – pola pasiaste, jak stroje ?owickie.
Widz? „B?onie”, a na nim pas?ce si? krowy.
Widz? ??ki umajone, przetykane kwiatami.
Odwiedzaj? swoj? wie? na wiosn?, kiedy sady obsypane s? bia?ymi i r??owymi kwiatami.
Odwiedzaj? j? podczas ?niw, widz?, jak utrudzona ?niwiarka prostuje plecy; m?oda i gibka, z sierpem w r?ku.
Odwiedzaj? swoj? wie? w jesieni, kiedy drzewa uginaj? si? od dorodnych owoc?w.
Odwiedzaj? wreszcie swoj? wie?, kiedy otulona puchem ?nie?nym; wygl?da, jak kraina z ba?ni.
Przybywaj? do swojej wsi, kiedy pierwsza gwiazda zwiastuje Wigili?.
Zasiadaj? tam, przy wigilijnym stole, w otoczeniu swoich bliskich, kt?rych. ju? dawno nie ma.
Na d?wi?k dzwon?w, oznajmiaj?cych Dzie? Zmartwychpowstania – przybywaj? by ogl?da? korowody dziewcz?t, kr???cych po „B?oniu”, s?uchaj?c ich pi?knych pie?ni.
Przybywaj?, by zdobi? swoje zagrody drzewkami brzozowymi i ?cieli? ziele tataraku, wydaj?cego tak cudown? wo?.
Przybywaj? na kiermasz, by ogl?da? cuda, rozwieszone i roz?o?one w kramarskich budkach.
Przybywaj? na cmentarz, by si? pomodli? za tych, co ju? dawno tam spoczywaj? i za tych, co le?? w zbiorowych mogi?ach.
Im bardziej szron ubiela ich g?owy, tym cz??ciej my?lami s? tam, sk?d ich r?d.
O, pi?kna Ty by?a? – wiosko – naszej m?odo?ci – dla nas na zawsze utracona......


?r?d?o: „Dzieje Hanaczowa” Miko?aj Kwa?niewski i Kacper W?grzyn
Dodane przez piotrwojtowicz dnia stycze 31 2010 23:51:24
0 Komentarzy · 2217 Czyta · Drukuj
ill titleKomentarze
Brak komentarzy.
ill titleDodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
ill titleOceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Uytkownikw Online
Goci Online: 3
Brak Uytkownikw Online

Zarejestrowanch Uzytkownikw: 11
Najnowszy Uytkownik: marian klosowski
Copyright bazylek© 2009