ill titleBliscy S?siedzi

HANACZ?WKA i STANIMIERZ
Przedstawiaj?c skr?towo na naszej stronie histori? Hanaczowa, nale?a?oby wspomnie? o dw?ch blisko s?siaduj?cych wsiach, kt?rych mieszka?cy bardzo cz?sto byli powi?zani pokrewie?stwem i powinowactwem, o czym ?wiadczy wi?kszo?? nazwisk rodowych o podobnym brzmieniu jak w Hanaczowie. ?ycie mieszka?c?w Hanacz?wki i Stanimierza - wsi, kt?re opisa? Miko?aj Kwa?niewski w „Dziejach Hanaczowa” toczy?o si? bardzo podobnie, a jednocze?nie troch? w odmiennych warunkach. Wspominaj?c o tamtych spo?eczno?ciach warto zwr?ci? uwag? na rodziny ukrai?skie, kt?re r?wnie? mieszka?y w wymienionych wioskach a w niekt?rych przypadkach by?y spokrewnione z Polakami.
W?r?d nich zdarza?y si? rodziny, kt?re czynnie broni?y Polak?w przed OUN - UPA . Znane s? przypadki w Hanacz?wce i Stanimierzu, gdzie uratowano pewn? ilo?? Polak?w w?a?nie dzi?ki ukrai?skim s?siadom, kt?rzy z nara?eniem ?ycia ukryli ich w swoich domach i zagrodach.
Przedstawiony poni?ej opis Hanacz?wki i Stanimierza opracowany zosta?, na podstawie relacji by?ych mieszka?c?w obu wsi.


Fragmenty z nieopublikowanej ksi??ki pt. „Dzieje Hanaczowa” Miko?aja Kwa?niewskiego (Luba? 1985r.)

HANACZ?WKA

Wie? ta by?a tak ?ci?le zwi?zana z Hanaczowem pod ka?dym wzgl?dem, ?e nie spos?b jest opisywa? dziej?w Hanaczowa, nie wspominaj?c o s?siedniej wsi z po?udnia. Obie wsie, chocia? administracyjnie stanowi?y dwa odr?bne so?ectwa nie oddziela?a ?adna granica – sensie fizycznym – charakteryzuj?ca si? zwykle woln? przestrzeni?. Mieszka?cy obu wsi byli powi?zani pokrewie?stwem i powinowactwem, o czym ?wiadczy wi?kszo?? nazwisk rodowych o podobnym brzmieniu jak w Hanaczowie.
W okresie okupacji, mieszka?cy Hanacz?wki dzielili podobny los jak ich bracia w Hanaczowie. Ich sytuacja by?a jednak znacznie gorsza. Stanowili oni wprawdzie znaczn? wi?kszo??, ale mniejszo?? ukrai?ska, wspomagana przez s?siedni? wie? Siedliska, utrudnia?a im cz?sto spokojne bytowanie.

Wie? Hanacz?wka administracyjnie nale?a?a do gminy Pohorylce, powiatu przemy?la?skiego. Od strony p??nocnej wie? graniczy?a z Hanaczowem. Od wschodu otacza? Hanacz?wk? las „Klus?w”, si?gaj?cy do wsi: Zaciemne i Krosienko. Opisywana wie? posiada?a r?wnie? malownicze po?o?enie, podobnie jak pobliskie wsie, po?o?one u st?p grzbietu Go?og?r. Od po?udnia otacza?o wie? wzg?rze, stanowi?ce las bukowy tzw. „Zapust”. Od strony zachodniej by?o wzg?rze, zwane „D?brow?”. Wzg?rze to rozpoczyna?o si? od granicy z Hanaczowem, obni?aj?c si? stopniowo w kierunku po?udniowym. Od p??nocy – teren by? raczej otwarty, od m?yna „Kaczora” przechodz?c w ??ki. Od strony wschodniej, na kra?cu p?l uprawnych, wyst?powa?o wzg?rze „G?ry”, a za nim wzg?rze zalesione „Klus?w” i „Zadni K?t”. Wie? ci?gn??a si? wzd?u? drogi od p??nocy, przylegaj?c bezpo?rednio do Hanaczowa i w tym miejscu stanowi?a jakby dalszy ci?g wsi. Wyra?nie zaznaczonej granicy pomi?dzy obiema wsiami nie by?o. Ostatnie zabudowania w Hanaczowie, tj. gospodarstwo Wo?niaka przylega?o do gospodarstwa Szczerby, po?o?onego ju? we wsi Hanacz?wka. Dzieli?a ich tylko miedza. Widocznym znakiem granicy wsi by? przydro?ny krzy? kamienny i tablica z nazw? wsi. Zabudowania usytuowane by?y po obu stronach drogi a? do rozwidlenia obok gospodarstwa Chubi?y. Droga biegn?ca od rozwidlenia w kierunku zachodnim do Siedlisk by?a r?wnie? zabudowana lecz gospodarstwa tam po?o?one nie by?y ju? tak zwarte, jak przy drodze poprzednio ju? wspomnianej. Dalsze zabudowania po?o?one by?y w kierunku po?udniowym, od krzy??wki drogi g??wnej (obok cerkiewki). Zabudowania ko?czy?y si? u st?p lasu „Zapust”. Kilka budynk?w usytuowanych by?o ko?o drogi prowadz?cej do Kopania, gdzie znajdowa? si? budynek szkolny i ma?y maj?teczek, stanowi?cy w?asno?? rodziny ?ydowskiej. Nieco dalej, przy tej drodze, znajdowa?o si? kilka gospodarstw, a nast?pnie zabudowania le?nicz?wki i gaj?wek. U st?p wzg?rza „G?r” by?o te? kilka gospodarstw, troch? oddalonych od wsi.
Na skraju wsi by?o do?? du?e pastwisko. Przez wie? przep?ywa?y dwa potoki. Jeden z nich – p?yn?cy z Kopania, zasila? staw hodowlany nale??cy do le?nicz?wki. P?yn?c dalej, w kierunku m?yna „Kaczora”, przecina? pastwisko. Drugi potok, bra? sw?j pocz?tek na skraju lasu „Zapust”, p?yn?c nieco wy?ej jakby na trasie, potem raptownie skr?ca?, wpadaj?c do potoku wi?kszego tu? przed m?ynem. Je?li chodzi o potok, wyp?ywaj?cy w samej Hanacz?wce – jego ?r?d?o mia?o by? wykorzystane jako uj?cie wody doprowadzonej ruroci?gami do Hanaczowa i Hanacz?wki. By?y to niesprecyzowane bli?ej plany podniesienia stanu zdrowotno?ci obu wsi. Zar?wno Hanacz?w jak i Hanacz?wka – le?a?y w pobli?u dzia?u w?d. Potok p?yn?cy z Kopania i strumyk wyp?ywaj?cy w samej Hanacz?wce ??czy?y si? z potokiem, maj?cym swe ?r?d?o w lesie „Klus?w” Hanaczowie. Potok ten p?yn?? dalej w kierunku przysi??ka Podkamiennej, wpadaj?c do rzeki Pe?tew wraz z ni? do Bugu i Wis?y. Po drugiej stronie grzbietu wzg?rza stanowi?cego las, wyp?ywaj?ce strumyki p?yn??y w kierunku wschodnim, zlewaj?c si? w potok przep?ywaj?cy przez Krosienko. Potok ten wpada? do rzeki Gni?ej Lipy, z ni? do rzeki Dniestr, ko?cz?c ostatecznie sw?j bieg w Morzu Czarnym. ?r?d?a strumyk?w, p?yn?cych w kierunku wschodnim by?y oddalone od Hanaczowa i Hanacz?wki zaledwie o kilka kilometr?w. W Hanacz?wce, podobnie jak w Hanaczowie, by?y du?e kompleksy zieleni w postaci sad?w, umiejscowionych g??wnie przy gospodarstwach po?o?onych przy drodze, od wschodniej strony drogi g??wnej. Wie? Hanacz?wka liczy?a w przybli?eniu od 110-120 gospodarstw, w tym: oko?o 25 gospodarstw b?d?cych w posiadaniu ludno?ci ukrai?skiej. Ludno?? Hanacz?wki (dane z 1939 r.) liczy?a oko?o 700 os?b w tym: oko?o 160 Ukrai?c?w (23%). Poni?ej podajemy indeks nazwisk rodowych polskich rodzin:

Chybi?a, Jankowski, Magirowski, Mas?yk, Szczerba, Demkowicz, Kluz, Mech, Szczerbaty, Dobosz, K?osowski, Niebylski, Szyma?ski, Do?becki, Komorowski, Nieckarz, Urban, D?oga, Lumpert, Oczko?, Uryga, Figurski, ?amasz, Piwowar, W?grzyn, Gieroszowski, ?azowski, R?bisz, Wojtowicz, Ilk?w, ??gowy, Sawicki, Wyspia?ski,

Ilo?? koni i byd?a, przypadaj?ca na 100 morg?w by?a znacznie wy?sza ni? w Hanaczowie. Gospodarze z Hanacz?wki mogli sobie pozwoli? na wi?ksz? ilo?? koni ni? to wynika?o z posiadanych grunt?w. Bowiem opr?cz uprawy grunt?w zajmowali si? wyw?zk? drewna z lasu. T?umaczy si? to r?wnie? dogodnymi warunkami do hodowli. W samej wsi by?o do?? du?e pastwisko, a ponadto byd?o wypasano na wzg?rzu „G?ry”. Opr?cz pracy na roli mieszka?cy Hanacz?wki zmuszeni byli szuka? dodatkowych ?r?de? dochodu. Podstawowym ?r?d?em zarobk?w by? las. Przy wyr?bie lasu w sezonie zimowym pracowa?o znacznie wi?cej mieszka?c?w Hanacz?wki ni? Hanaczowa. Mieli oni znacznie bli?ej do lasu. Na miejscu by?a te? le?nicz?wka i gaj?wki. Znacznie wygodniej dla s?u?by le?nej anga?owanie ludzi miejscowych ni? szukanie ich w s?siednich wsiach. Las ”Klus?w" po?o?ony w pobli?u Hanaczowa zosta? prawie ca?kowicie wyeksploatowany. Po starym drzewostanie nie zosta?o ?ladu. R?s? tylko m?ody las, kt?ry nie wymaga? du?o zabieg?w. Do wyr?bu lasu mieszka?cy Hanaczowa musieli chodzi? a? za „Zamczysko”. Natomiast mieszka?cy Hanacz?wki mieli – jak to okre?lano – las pod bokiem. Ju? od wiosny dziewcz?ta i m?ode kobiety z Hanacz?wki, zatrudniane by?y przy pracach szk??karskich. M??czy?ni, podczas okre?lonych przerw w pracach polowych, ci?li drewno, przywiezione z lasu za „odr?bek” na kawa?ki, wo??c go do Lwowa. Wo?ono te? drewno opa?owe do wsi, powo?onych w bezle?nych okolicach, otrzymuj?c za to zbo?e. Nie ma?? pozycj? w bud?etach rodzinnych stanowi? zbi?r runa le?nego, w postaci poziomek i malin. Okres przedzimowy wykorzystywany by? na zbi?r malin, w kt?re obfitowa?y pobliskie lasy. Kilkana?cie os?b trudni?o si? rzemios?em, kilka – handlem. Na miejscu by? jeden m?yn „Kaczora”, kilkakrotnie ju? wspominany. Podobnie jak w Hanaczowie i innych wsiach tamtejszego regionu, problem zak?adania rodzin (nowych) i w Hanacz?wce by? nie do rozwi?zania. St?d te? wiele m?odych musia?o wie? opu?ci?, w poszukiwaniu pracy gdzie indziej. Mieszka?cy Hanacz?wki r??nili si? znacznie od Hanaczowiak?w, je?li idzie o folklor. Jak wspomniano w poprzednich kartach, Hanacz?w by? jakby wysp? – niedost?pn? do przenikania wp?yw?w kulturowych od otaczaj?cego wie? elementu ukrai?skiego. Co ju? dawniej przenikn??o, to ju? w spowszednia?o, uleg?o cz??ciowo- zapomnieniu. Nie zasilana ?wie?ymi dawkami kultury i folkloru – z zewn?trz – wie? by?a pod tym wzgl?dem jakby u?piona. Na weselach czy innych uroczysto?ciach rodzinnych, a tak?e z okazji niekt?rych ?wi?t, piosenki czy przy?piewki by?y bardzo ubo?uchne, powtarzane by?y a? do znudzenia. We wsiach ukrai?skich, repertuar piosenek lub okoliczno?ciowych przy?piewek, przy takich samych okazjach by? znacznie bogatszy. Nic tez dziwnego, ?e taka pr??nia kulturalna by?a niezmiernie ch?onna i podatna na kultur? folklorystyczn? polsk?, dawkowan? hojnie przez ksi??y spo?ecznik?w i nauczycieli. Przy czym kultura i folklor nie by?a zwi?zana z jakim? okre?lonym regionem Polski lecz by?a swoist? „mieszank?” z r??nych stron Polski, w zale?no?ci od tego, sk?d aktualnie pochodzi? ksi?dz lub nauczyciel. Podobnie w Hanacz?wce za dawnych czas?w (austriackich) poziom kultury nie r??ni? si? znacznie od Hanaczowa. Zorganizowany tam w 1927 lub 1928 r. Zwi?zek Strzelecki przetrwa? do 1939 r. Opiekunem tej organizacji by? miejscowy le?niczy. M?odzie? m?ska, zrzeszona w tej organizacji nauczy?a, si? wiele piosenek polskich, przewa?nie ?o?nierskich. Dziewcz?tom nie bardzo si? podoba?y te piosenki. Wg nich, by?y to „piosenki m?skie”. Dziewcz?ta polskie chcia?y mie? swoje piosenki. Nie by?o komu nauczy? tych dziewcz?t polskich piosenek, kt?re by mog?y konkurowa? z piosenkami ukrai?skimi, czasami bardzo prymitywnymi. Chodzi?o tu o piosenki ludowe, sentymentalne. Pr??nia ta zosta?a wype?niona folklorem, p?yn?cym z s?siedniej wsi Siedliska. Ta ca?kowicie ukrai?ska wie? s?yn??a z aktywnego, ?ycia kulturalnego. Dzia?a?a tam pr??na organizacja kulturalno-o?wiatowa pod nazw? „Pro?wita”. Przenika?y wi?c do Hanacz?wki, za po?rednictwem m?odzie?y ukrai?skiej nowe piosenki, ?piewane ch?tnie przez wszystkie dziewcz?ta z ca?ej wsi. Ch?opcy polscy lubowali si? najbardziej w piosenkach, wyniesionych ze zwi?zku Strzeleckiego. Do Hanacz?wki zacz??y ju? dociera? powoli polskie piosenki z Hanaczowa, r?wnie? ch?tnie ?piewane przez m?odzie?. Stroje polskich dziewcz?t w Hanacz?wce r??ni?y si? znacznie od stroj?w swoich r?wie?nic z Hanaczowa. Tam przewa?a?y stroje w jaskrawych kolorach, kwieciste, podczas gdy w H?naczowie stroje by?y w kolorach stonowanych, spokojnych. Najbardziej to, by?o widoczne, gdy dziewcz?ta sta?y w oddzielnych grupkach ko?o ko?cio?a, przed msz? g??wn? czyli sum?. Szko?a w Hanacz?wce, z uwagi na szczup?? obsad?, nie mia?a znacz?cego wp?ywu na kszta?towanie polskiej kultury i folkloru.
?ycie religijne w Hanacz?wce by?o dominuj?cym czynnikiem w kszta?towaniu osobowo?ci przeci?tnego cz?owieka. Ludno?? polska, nale??ca do parafii hanaczowskiej ucz?szcza?a regularnie do ko?cio?a parafialnego. Odleg?o?? wynosi?a oko?o 2 km. Ludno?? ukrai?ska chodzi?a do cerkwi w Siedliskach. Czasami , pop z Siedlisk, odprawia? nabo?e?stwo w miejscowej cerkiewce. G??wne ?wi?ta, jak: Bo?e Narodzenie i Wielkanoc – ?wi?towano , w pewnym sensie, podw?jnie. W ?wi?ta rzymsko-katolickie, Ukrai?cy wstrzymywali si? np. od m??cki, wyr?ba i wyw?zki drewna z lasu itp. Polacy odwzajemnili si? w spos?b w odniesieniu do ?wi?t grecko-katolickich. W ostatnich latach przed wojn?, pewna cz??? m?odzie?y polskiej, zar?wno dziewcz?t jak i ch?opc?w, uczestniczy?a w dzia?alno?ci m?odzie?owych organizacji katolickich. Na dwa tygodnie przed wybuchem wojny, oko?o 10-ciu os?b z Hanacz?wki powo?ywanych zosta?o do formacji; wojskowej, pod nazw? – Obrony Narodowej. Kilku odesz?o na wojn? na podstawie obwieszcze? mobilizacyjnych. Analizuj?c stosunki panuj?ce przed wojn? w Hanacz?wce, powiedzie? mo?na, ?e uk?ada?y si? one na og?? dobrze. Nie by?o wi?kszych zadra?nie? pomi?dzy obiema spo?eczno?ciami, tj. Polakami i Ukrai?cami.
Za w?adzy sowieckiej, je?li chodzi o ?ycie gospodarcze, by?o takie same, jak w okolicznych wsiach. Na samym pocz?tku rozparcelowano ma?y maj?tek ?ydowski, rozdzielaj?c ziemi? najbiedniejszym mieszka?com wsi. Podobnie uczyniono w Hanaczowie, Stanimierzu i innych wsiach, gdzie znajdowa?y si? wi?ksze lub mniejsze folwarki. Wie? zosta?a w??czona do rejonu Gliniany. M?odzie? m?sk? w wieku poborowym zacz?to uczy? j?zyka rosyjskiego. Przewodnicz?cym „Silrady” (Rady Wiejskiej) zosta? Ukrainiec, pomimo, ?e ludno?? ukrai?ska stanowi?a mniejszo??. Przed wojn?, w?jtem p??niej so?tysem by? zawsze Polak. Mniejszo?? ukrai?ska znacznie si? zaktywizowa?a. M?odzie? Ukrai?ska mia?a dost?p do ?wietlicy. Organizowa?a zabawy inne ?ycie kulturalne. Do wsi nap?ywa?y „nowo?ci kulturalne”, w postaci nowych piosenek – oczywi?cie ukrai?skich – ze Siedlisk i Romanowa. Niekt?rzy Ukrai?cy zacz?li – ju? przejawia? – wrogo?? do Polak?w, przed, wojn? skrz?tnie ukrywan?. Dyscyplina spo?eczna jaka by?a za w?adzy radzieckiej nie pozwala?a na jawne wyst?pienia przeciwko Polakom. Og?lnie rzecz bior?c, stosunki mi?dzy obiema spo?eczno?ciami nie by?y wzorowe, ale i nie by?y jeszcze takie z?e. Wiosn? kilku ch?opc?w, zar?wno Polak?w jak i Ukrai?c?w – powo?anych zosta?o do Armii Czerwonej.

Wybuch Wojny niemiecko – sowieckiej wywo?a? niek?aman? rado?? u wielu m?odych Ukrai?c?w, spodziewano si? powszechnie, ?e po wkroczeniu na te tereny armii niemieckiej, nast?pi? rz?dy ukrai?skie. Przyj?cie, oddzia?u niemieckiego do Hanacz?wki i Siedlisk fetowano z nacjonalistami z Siedlisk. Bito w dzwony w cerkwi w Siedliskach ma?ej cerkiewce w Hanacz?wce. W miasteczku Winniki. powsta? „ukrai?ski rz?d”. Stamt?d p?yn??y ju? rozkazy. Rozlepiano propagandowe plakaty. Wywieszano niebiesko - ???t? flag? na budynku szkolnym. Przez wie? przechodzi?y furmankami i pieszo grupy nacjonalist?w z Siedlisk i Romanowa. Nastroje Ukrai?c?w opad?y gwa?townie, kiedy dowiedziano si? o rozwi?zaniu „rz?du ukrai?skiego” i internowaniu cz?onk?w. Pocieszano si?, ?e „Ha?yczyna” (Galicja) b?dzie rz?dzona przez Ukrai?c?w, a po ostatecznym zwyci?stwie Niemiec nad ZSRR zostanie w??czona do „Samostijnej Ukrainy”. Natomiast Galicja Zachodnia b?dzie w??czona do Niemiec. W Galicji Wschodniej nie mo?e by? miejsca dla ?yd?w i Polak?w. Gwoli sprawiedliwo?ci trzeba stwierdzi?, ?e m?odzi Ukrai?cy z Hanacz?wki nie szykanowali Polak?w, jak to mia?o miejsce w Stanimierzu. Wyr?czali ich za to nacjonali?ci z s?siednich wsi, szczeg?lnie z Siedlisk. Na pocz?tku swoich „rz?d?w” wprowadzili godzin? policyjn?, kt?ra obowi?zywa?a tylko Polak?w i ?yd?w.
Pierwsze ?niwa za okupacji w Hanacz?wce da?y przedsmak tego, co czeka mieszka?c?w w najbli?szej przysz?o?ci. Kontyngenty dostaw by?y bardzo wysokie. Po ich zdaniu nie wiele zosta?o w gospodarstwie ziarna, a przed rolnikami by?y jeszcze siewy jesienne i wiosenne. Na wiosn? 1942 r. zawita? do wsi bardzo ci??ki przedn?wek. Takiego przedn?wka nie pami?tali nawet najstarsi ludzie. Niedojrza?e, o kolorze zielonym ?yto, zmielone na ?arnach na m?k?, stanowi?o u niekt?rych gospodarzy jedyne po?ywienie do czasu ?niw. Podobnie by?o zreszt? we wszystkich wsiach. ?niwa i okres po ?niwach nie zapisa? si? dobrze w pami?ci mieszka?c?w Hanacz?wki. Kontyngenty by?y mocno napi?te. W odczuciu mieszka?c?w, przy nak?adaniu kontyngent?w, wyra?nie faworyzowano gospodarzy ukrai?skich.
Pod koniec 1942 r. da?o si? zauwa?y? jakby o?ywienie miejscowej m?odzie?y ukrai?skiej. Na roboty przymusowe do Niemiec wyjecha?o du?o m?odzie?y polskiej i troch? ukrai?skiej. Proporcja jednak zosta?a zachwiana na niekorzy?? m?odzie?y polskiej. Postarali si? o to nacjonali?ci, pracuj?cy w Urz?dzie Gminnym. Wrogo?? do Polak?w zacz??a narasta? gwa?townie od wiosny 1943 r. Nacjonali?ci z Siedlisk i Romanowa, przez swoj? propagand?, s?czyli do umys??w m?odych Ukrai?c?w jad nienawi?ci przeciwko Polakom. Widocznie by?y takie rozkazy z „g?ry”. Przygotowano si? do walnej rozprawy z Polakami. Taka „egzekucja” miejscowych Ukrai?c?w, nawet niekt?rych w ?rednim wieku, przejawia?a si? na razie nienawistnymi spojrzeniami, rzucanymi spode ?ba. Zaczepek nie szukano, gdy? Polak?w by?o znacznie wi?cej.

Jesieni? 1943 r., po zamordowaniu nauczyciela Waisa, a nast?pnie aresztowaniu 3 nacjonalist?w w Hanaczowie przez policj? kryminaln? KRIPO – zdawano sobie spraw?, ?e zagro?enie ze strony banderowc?w jest du?e. Jeszcze z ko?cem lata, nacjonali?ci urz?dzali zabawy. Brali w nich udzia? przewa?nie Ukrai?cy, zar?wno miejscowi, jak i z s?siednich wsi. Polak?w miejscowych na zabawach by?o ju? bardzo ma?o. Dla ch?opc?w z Hanaczowa, udzia? w zabawie by? ju? bardzo niebezpieczny. Wr??my jednak do okresu jesiennego. Miejscowi Ukrai?cy ju? wyst?powali jawnie, z pogr??kami pod adresem Hanaczowiak?w. M?wili oni otwarcie, ?e Hanacz?w musi by? ca?kowicie spalony i zr?wnany z ziemi?. Polacy z Hanacz?wki, przynajmniej wi?kszo?? z nich s?dzi?a, i chyba nie bez podstaw, ?e najpierw nast?pi napad na Hanacz?w, ale nie wykluczano mo?liwo?ci r?wnoczesnego napadu na Hanacz?wk?. Wiedziano, ?e miejscowi nacjonali?ci mog? nie bra? udzia?u w podpaleniach, mordach i grabie?ach, ale mog? wskazywa? domy polskich rodzin. Mog? by? przewodnikami bandy. Gdy w miesi?cu grudniu dowiedziano si? o zamordowaniu kilku rodzin w Krosienku, zrozumiano, ?e niebezpiecze?stwo ze strony banderowc?w jest realne. Nie mog?o tu by? ?adnych z?udze?.
Zacz?to po kryjomu przygotowywa? kryj?wki, bacz?c pilnie, aby nie zauwa?y? tego s?siad – Ukrainiec. M?g? on by? porz?dnym cz?owiekiem, ale nie wiadomo, kim m?g? si? okaza? w godzinach pr?by. W kryj?wkach chowano ?wi?teczn? odzie? i troch? zbo?a. Ludzie wiedzieli, ?e w razie spalenia si? zabudowa?, uratowane zbo?e mog?o stanowi? wi?ksz? warto??, ni? odzie?. Nikt nie wiedzia?, w jaki spos?b nale?a?oby si? zabezpieczy? przed ewentualnym napadem bandy. Pokazywanie si? na drogach wieczorami by?o ju? niebezpieczne. Gospodarze starali si? ju? przed zmierzchem zako?czy? codzienne czynno?ci gospodarcze. W wielu polskich domach, lamp nie zapalano, a tam, gdzie si? pali?y, zas?aniano szczelnie okna, zw?aszcza, je?li gospodarstwo po?o?one by?o przy drodze. W miesi?cu styczniu 1944 r. mieszka?cy dowiedzieli si? o zamordowaniu ksi?dza w Wo?kowie i ksi?dza Kwiatkowskiego – proboszcza parafii ?wirz. Wzmo?ono czujno??. W nocy nas?uchiwano. W dzie? krz?tano si? sennie w swoich obej?ciach, „robota si? nie bra?a”.
Nie by?o sensu wychodzi? gdzie? na skraj wsi i wystawianie plac?wek alarmowych, gdy? wie? by?a zupe?nie bezbronna i otwarta ze wszystkich stron. Zreszt? wie? nie by?a czysto polska, jak Hanacz?w, gdzie mo?na by?o zorganizowa? punkty alarmowe. Tutaj, ka?dy by? zdany tylko na siebie. Jedyn? taktyk?, jaka mo?na by?o zastosowa? w tych warunkach – by?o urz?dzenie dobrych kryj?wek w obej?ciach. O ucieczce, w razie niebezpiecze?stwa do lasu czy w og?le gdzie? w pole – nie my?lano.

Owego, pami?tnego dnia 3 lutego 1944 r. kiedy bandy nacjonalistyczne napada?y na Hanacz?w, powia?o groz?. Widziano ?un? i s?yszano strza?y. Wiele rodzin ukry?o si? w kryj?wkach. Niekt?rzy obserwowali pal?ca si? wie?. Oczekiwano, ?e w ka?dej chwili bandyci mog? przyj??, pali? i mordowa? ich samych. Z westchnieniem ulgi przyj?li koniec napadu na Hanacz?w. Nazajutrz dowiedzieli si?, jakie by?y skutki napadu. Dowiedzieli si? r?wnie?, ?e ocala?y oba przysi??ki, tj. Zag?ra i Podkamienna. Niekt?rzy zacz?li wierzy?, ?e banderowcy chcieli ukara? tylko Hanacz?w, za jego bezkompromisow? postaw?. Uleg?o?? uwa?ali za metod?, kt?ra w tych warunkach by?a najbardziej w?a?ciw?. Wzi?li udzia? w nabo?e?stwie ?a?obnym i pogrzebie ofiar napadu. Widzieli ?zy rozpaczy ludzi, kt?rzy utracili swoich najbli?szych. Bardzo wsp??czuli tym, kt?rzy doznali tyle nieszcz???, przed kt?rymi tak ?arliwie modlili si? w suplikacjach. Hanacz?w istnia? nadal. Przychodzili co niedziel? do ko?cio?a. Dowiedzieli si? o szczeg??ach napadu. Zacz?li korzysta? z do?wiadcze? mieszka?c?w Hanaczowa, co do sposobu urz?dzania schron?w lub kryj?wek. Dowiedzieli si?, ?e najgorsz? kryj?wk? jest piwnica. Do wielu piwnic banderowcy wrzucali granaty. Kopano wi?c schrony noc?, w najwi?kszej tajemnicy, nie tak, jak w Hanaczowie, gdzie z kopaniem nie bardzo si? kryto.
Przed ?wi?tami Wielkanocnymi, do Polak?w z Hanacz?wki r?wnie? dotar?a wiadomo??, ?e napad na Hanacz?w ma nast?pi? w pierwszy dzie? tego ?wi?ta. Prawie nikt tej nocy nie spa?. Nad ranem, kiedy ogromna ?una ukaza?a si? nad Hanaczowem i us?yszano odg?osy strzelaniny, m??czy?ni ukryli swoje rodziny w kryj?wkach, sami za? obserwowali drog?. Niekt?rzy Polacy, na swoje nieszcz??cie, nie ukryli si? s?dz?c, ?e podobnie jak w pierwszym napadzie na Hanacz?w, nic im nie grozi. Wi?kszo?? tych, co tak my?leli – straci?a ?ycie.

Oko?o godziny 9-tej , od strony Hanaczowa od drogi g??wnej, a tak?e z ??k i ogrod?w, zacz??y pojawia? si? du?e grupy banderowc?w. Wraz z nimi pojawi?y si? pierwsze po?ary. Ludzie zacz?li wypuszcza? byd?o i konie. Rozlega?y si? pojedyncze strza?y. Ci, co nie byli ukryci w kryj?wkach, zacz?li szuka? gor?czkowo jakiego? schronienia, biegn?c z jednego podw?rka na podw?rko s?siada. podczas, gdy s?siad bieg? w odwrotnym kierunku. Niekt?rzy uciekali w pola, kryj?c si? w kupach obornika i pod miedzami. Niekt?rzy ukryli si? pod kupk? ga??zi czy badyli. Bandyci spokojnie, niczego si? nie obawiaj?c, buszowali w zabudowaniach morduj?c, z zimn? - krwi?, kogo napotkali. W pewnej rodzinie zamordowano matk?, a kilkuletnie dziecko wrzucono do ognia. Rabowano, co si? da?o. W niekt?rych zagrodach pali?o si? byd?o, konie i ptactwo domowe. Bandyci m?cili si? za niepowodzenie w Hanaczowie; tam do nich strzelano, atakowano ich – zmuszaj?c do ucieczki. Tutaj, w Hanacz?wce, mogli si? wy?ywa? bezkarnie na ca?kowicie bezbronnej ludno?ci. Bandyci, grasuj?cy w Hanacz?wce, nie dzia?ali zupe?nie na ?lepo, trafiali bezb??dnie do polskich dom?w. Kto? im wskazywa?, kogo maj? zabi?, czyje gospodarstwo spali?, a gdzie tylko ograniczy? si? do zrabowania mienia. Taka gradacja zosta?a zastosowana zapewne po uprzednim ustaleniu przez miejscowych nacjonalist?w „stopnia winy” poszczeg?lnych Polak?w. Wystarczy?o tylko narazi?, si? jakiemu? nacjonali?cie, mie? z nim „na pie?ku” w zupe?nie b?ahej sprawie, by znale?? si? na „czarnej li?cie”. Dzi?ki tylko dobrze urz?dzonym i zamaskowanym kryj?wkom, wiele istnie? ludzkich usz?o z ?yciem. Bandyci zamordowali ponad 15 os?b na miejscu. Kilka uprowadzono, Wielu mieszka?c?w Hanacz?wki straci?o dos?ownie wszystko. Bez ma?a, wszyscy mieszka?cy Hanacz?wki, stanowi?cy polskie rodziny, opu?cili po?piesznie swoj? wie?, udaj?c si? do Hanaczowa, gdzie znale?li tymczasowe schronienie. Wyjechali oni wkr?tce, wraz z Hanaczowiakami, do Czyszek i obu Bi?ek. Kto? z by?ych mieszka?c?w Hanacz?wki, komu nie by?y znane bli?ej warunki, w jakich ?yli mieszka?cy w okresie narastaj?cej wrogo?ci i bezpo?redniego zagro?enia przez bandy, zapyta?: - dlaczego dobrze uzbrojony oddzia? polski, oddzia? sowiecko - ?ydowski nie przyszed? z pomoc? gin?cym z r?k banderowc?w – braciom z Hanacz?wki? Grupa zbrojna w Hanaczowie obroni?a, przede wszystkim wie?, dzi?ki systemowi obronnemu, w obr?bie kt?rego zgromadzona by?a nieomal ca?a ludno??. Banderowcy zacz?li pali?, grabi? i mordowa? ludno?? polsk? w Hanacz?wce, b?d?c ju? w odwrocie.. Udaj?c si? za nimi w po?cig, oddzia? pozbawi?by obrony Hanaczowa. Do tego nie mo?na by?o dopu?ci?. Z tych samych przyczyn, nie udzielono pomocy przysi??kowi Podkamienna, a w pierwszej fazie napadu – przysi??kowi – Zag?ra.
Bo, gdyby nie ocala? Hanacz?w, mieszka?cy Hanacz?wki, obu przysi??k?w, a tak?e innych wsi – nie mieli by si? gdzie schroni?.

Mieszka?cy, tych siostrzanych wsi osiedlili si? w pobli?u siebie, uwa?aj?c si? za jedn? spo?eczno??. Byli mieszka?cy Hanacz?wki nie s? te? wolni od wspomnie?. Widz? swoj? wie? w wiosennej szacie, gdy ziele? sad?w zdobi?a bia?e ?ciany ich dom?w. Pami?taj? ?cie?k?, wij?c? si? w?r?d ??k, kt?r? tyle razy chodzili do ko?cio?a, ukrytego w zieleni lip i kasztan?w. Nie mog? zapomnie? widoku z?otych ?an?w zb??, faluj?cych na wietrze. Wspominaj?, jak ci??ko im by?o opuszcza? swoj? wie? rodzinn?, do kt?rej z biegiem lat coraz cz??ciej powracaj? w my?lach.

Fragmenty z nieopublikowanej ksi??ki pt. „Dzieje Hanaczowa” Miko?aja Kwa?niewskiego (Luba? 1985r.)

STANIMIERZ

Od strony p??nocnej Hanaczowa znajdowa?a si? wie? Stanimierz. Wie? ta ci?gn??a si? wzd?u? drogi, pocz?wszy od gospodarstw, po?o?onych w pobli?u g?ry Kamiennej – w kierunku wsi Pohorylce. Poszczeg?lne gospodarstwa nie by?y usytuowane tylko przy drodze g??wnej lecz tak?e na po?udnie od osi drogi, w pobli?u lasu stanimirskiego. Dalsza cz??? gospodarstw znajdowa?a si? przy drodze prowadz?cej do So?owy, w pobli?u wzg?rza zwanego przez mieszka?c?w Stanimierza „Sosny”, a przez H?naczowiak?w – „Kamienn? Turkoci?sk?”. T? cz??? wsi nazywano „Grobl?”. Droga g??wna, rozpoczynaj?ca si? – w pobli?u g?ry Kamiennej, rozwidla?a si? wiod?c do miejscowo?ci Zaciemne, za? droga g??wna bieg?a do miejscowo?ci Pohorylce. Wie? by?a otoczona od po?udnia wzg?rzem poro?ni?tym lasem brzozowy, przylegaj?cym do lasu franciszka?skiego; od p??nocy otacza?o wie? wspomniane wzg?rze „Sosny”, a od zachodu – wzg?rze Kamienna. Na wsch?d a? do samej wsi Pohorylce, teren by? otwarty. Ukszta?towanie terenu nadawa?o wsi do?? malowniczy wygl?d. Du?y kompleks zieleni stanowi?y sady, wyst?puj?ce w zwartej masie w cz??ci wsi od strony lasu stanimierskiego. Charakterystyczn? cech? tej wsi by?a du?a przewaga grunt?w ornych nad ??kami i pastwiskami. Przez wie? przep?ywa? strumyk o bardzo czystej wodzie. Wie? nale?a?a do gminy Pohorylce, powiatu przemy?la?skiego. Wie? Stanimierz otacza?y nast?puj?ce wsie: - od p??nocy – Turkocin; od po?udnia – Hanacz?w; od wschodu - Pohorylce; od po?udniowego - wschodu – Zaciemne; od zachodu – So?owa. Wie? posiada?a w przybli?eniu od 210—220 gospodarstw. Do budynk?w u?yteczno?ci publicznej nale?a?y: budynek szkolny, drewniana cerkiew oraz kooperatywa ze ?wietlic?. Z og?lnej liczby gospodarstw od 36-40 nale?a?o do rodzin polskich. Budynki mieszkalne stanowi?ce cz??? sk?adow? gospodarstwa by?y w 50% murowane, kryte blach? lub dach?wk?. W ostatnich latach przed wojn? zacz?to pokrywa? dachy dach?wk? cementow?. Ludno?? Stanimierza wynosi?a w przybli?eniu od 1.000 – 1.100 mieszka?c?w, w tym: ludno?? polska od 190 - 200 os?b (18%).
Nazwiska rodowe polskich rodzin:

Bednarz, Do?becki, Nawrowski, ?nie?yk, Bochniak, Kazimierow, Nieckarz, Tybi?ski, Czerwie?, Konwisarz, Nied?wied?, W?grzyn, D?browski, Lumpert, Nowicki, Wierzbicki, Dobosz, ?owsiak Pawliszyn, Wyspia?ski, Duliba, Martyniak, Rzadki, Ziembicki,

Z ma?ych, gospodarstw trudno by?o wy?ywi? rodziny, sk?adaj?ce si? od 5-6 os?b. Z tych te? wzgl?d?w, mieszka?cy Stanimierza zmuszeni byli dokona? zmian w profilu produkcji rolnej. Zacz?to z powodzeniem zaprowadza? uprawy ogrodnicze, w tym nawet szklarniowe. Na polach uprawiano cebul?, czosnek, buraki ?wik?owe, kapust?. Ten rodzaj produkcji rolnej by? bardzo pracoch?onny lecz r?k do pracy nie brakowa?o, a op?acalno?? by?a znacznie wi?ksza ni? w innych uprawach. Warzywa i owoce wo?ono przewa?nie do Lwowa i B?brki, rzadziej do Przemy?lan. W zakresie sadownictwa, Stanimierz znacznie przewy?sza? Hanacz?w, pomimo, ?e kultura sadownicza w Hanaczowie rozwija?a, si? r?wnie? dobrze. W Stanimierzu, widok takich drzewek, jak: brzoskwinia nie nale?a? do rzadko?ci. Oko?o 60% gospodarstw posiada?o konie, chocia? posiadane grunty, nie uzasadnia?y cz?sto potrzeby posiadania koni. Jednak ze wzgl?du na potrzeb? wo?enia na, sprzeda? warzyw, pocz?wszy od nowalijek – ko? by? op?acalny nawet w bardzo ma?ych gospodarstwach. Wie? posiada?a, kilka sklep?w, w tym: sklep sp??dzielczy (kooperatywa) sklep K??ka Rolniczego. Opr?cz wymienionych sklep?w sp??dzielczych, by?y jeszcze dwa sklepy prywatne. By?o te? we wsi kilku rzemie?lnik?w takich jak: kowal, szewc, krawiec i stolarz. Nie mo?na pomin?? tutaj faktu, ?e du?ym udogodnieniem by?a mo?liwo?? sprzeda?y na miejscu mleka, a raczej ?mietany. Odci?gano bowiem ?mietan? na wir?wkach i p?acono wg zawarto?ci t?uszczu. Odci?gni?te mleko zwracano gospodyniom.
W zakresie obyczaj?w i folkloru nie by?o wi?kszych odchyle? od wi?kszo?ci wsi ukrai?skich w tym regionie. By?y jednak niewielkie r??nice lokalne. Np. ubiory zar?wno m?skie jak i damskie r??ni?y si? nieco od ubior?w mieszka?c?w wsi Siedliska czy Podjarkowa. Mniejszo?? polska nie mia?a ?adnego wp?ywu na obyczaje i folklor wsi. Rozmawiano tylko po ukrai?sku, chocia? wszyscy dobrze znali j?zyk polski – oczywi?cie najlepiej Polacy. ?piewano piosenki ukrai?skie, chocia? ?piewano niekiedy piosenki polskie, przewa?nie te, wyniesione ze szko?y. Stanimierscy Polacy nie mogli manifestowa? swej odr?bno?ci narodowej, czy to w formie polskiej mowy, czy piosenek polskich, gdy? prowadzi?o by to do wi?kszego podzia?u spo?eczno?ci stanimierskiej. We wsi znajdowa?a si?, niewielka jeszcze w tym czasie – grupka ludzi o wrogim nastawieniu do wszystkiego, co by?o polskie. Grupka ta zdobywa?a coraz wi?kszy wp?yw, zw?aszcza u m?odych Ukrai?c?w.
Stroje m?skie, noszone przez Polak?w i Ukrai?c?w nie r??ni?y si? bardzo. Czasami m?odzi Ukrai?cy nosili wyszywane koszule z czerwon? wst??k? u ko?nierzyka. Natomiast w strojach kobiecych letnich by?a ju? wi?ksza r??nica. Dziewcz?ta ukrai?skie nosi?y bogato wyszywane koszule z przewag? kolor?w: niebieskiego i ???tego. Kolory te mia?y oznacza? barwy flagi „Samostijnej Ukrainy”. Natomiast dziewcz?ta czy m?ode kobiety polskie nosi?y czasem te? wyszywane koszule, na kt?rych przewa?a? kolor czerwony lub inny lecz nigdy niebiesko - ???ty.
Szko?a powszechna w Stanimierzu posiada?a 4 klasy. Zatrudnionych w niej by?o trzech nauczycieli, w tym ma??e?stwo Dietrich?w. W zakresie kultury m?odzie? ukrai?sk? wychowywa?a tzw. „Pro?wita”. Przyje?d??jacy cz?sto prelegenci wyg?aszali pogadanki na r??ne tematy, cz?sto wplataj?c tre?ci antypolskie. Przyczynili si? oni znacznie do wywo?ywania, nastroju nienawi?ci do Polak?w. Polskiego odpowiednika tego typu plac?wki w Stanimierzu nie by?o. M?odzie? ukrai?ska urz?dza?a do?? cz?sto zabawy taneczne we w?asnej ?wietlicy. Na zabawy te, Polak?w po prostu, nie wpuszczano. Na zabawy urz?dzane przez Polak?w, w budynku szkolnym, przychodzili czasami m?odzi Ukrai?cy – ch?opcy i dziewcz?ta. Tutaj pozwalano si? bawi?, bez ?adnych przeszk?d. Zdarza?y si? jednak wypadki wybijania szyb podczas zabawy.
?ycie religijne r??ni?o si? znacznie od Hanaczowa. Mniejszo?? polska (oko?o 40 rodzin) w niedziel? i ?wi?ta udawa?a si? do ko?cio?a w Hanaczowie z odleg?o?ci od 3 - 4 km. Do ko?cio?a w Hanaczowie przychodzili te? cz?onkowie rodzin mieszanych, polsko - ukrai?skich. Rodzin takich by?o oko?o trzydzie?ci. W razie niemo?no?ci udania si? do ko?cio?a (burza, ulewa, zamie?) do cerkwi nie chodzono. Tutaj mogli by? uznani za intruz?w. W Stanimierzu by?o kilka ?wi?t wi?cej ni? w Hanaczowie. Wg. powszechnie przyj?tego zwyczaju, w wioskach mieszanych obchodzono ?wi?ta obu obrz?dk?w, tj. tak zwane potocznie „?wi?to polskie” i „?wi?to ruskie” lub „ukrai?skie”. Dotyczy?o to g??wnie dw?ch najwa?niejszych ?wi?t tj. Bo?ego Narodzenia i ?wi?t Wielkanocnych. Nie znaczy tojednak, ?e Polacy w ?wi?ta ukrai?skie chodzili do cerkwi a Ukrai?cy, w drodze wzajemno?ci – do ko?cio?a z okazji „?wi?t polskich”; wstrzymywano si? jedynie od ci??szych prac i ubierano nieco lepiej ni? w dni powszednie. Jedynie wsp?lnym takim ?wi?tem by? „Jordan”. Do tego ?wi?ta, przygotowywali si? w r?wnym stopniu Polacy i Ukrai?cy. W uroczysto?ciach cerkiewnych, w zwi?zku z tym ?wi?tem, wi?kszo?? Polak?w nie bra?a udzia?u. Na ?wi?to to chodzili Hanaczowiacy, zaproszeni przez licznych krewnych i powinowatych zar?wno Polak?w jaki Ukrai?c?w. Bo trzeba wiedzie?, ?e wiele Polek z Hanaczowa, powychodzi?o za m?? za Stanimierzak?w, zar?wno za Polak?w, jak i Ukrai?c?w. Kobiet stanimierskich by?o w Hanaczowie znacznie mniej. Og?lnie rzecz bior?c, ?ycie uk?ada?o si? do?? zno?nie.
Stosunek znacznej wi?kszo?ci Ukrai?c?w do Polak?w nie by? bardzo przyjazny ale nie by? te? wrogi. Dotyczy to zw?aszcza starszej generacji. Stosunek m?odzie?y ukrai?skiej do m?odzie?y polskiej uzewn?trznia? si? ju? jawn? niech?ci?. Fanatycznych przeciwnik?w Polak?w, nie ukrywaj?cych swojej nienawi?ci by?o w tym czasie niewielu. Ta cz??? opisu dotyczy okresu mi?dzywojennego, za? dane cyfrowe dotycz? ostatnich lat przed wybuchem wojny.
Sytuacja polityczna w Europie ci?gle si? zaostrza?a. Niemcy hitlerowskie ju? nie kry?y si? ze swoimi zamiarami w stosunku Polski. R?wnolegle z narastaniem zagro?enia wojennego, aktywizowa?y si? grupy nacjonalist?w tak?e w Stanimierzu. Ich pewno?? siebie a? zwraca?a uwag?. Liczyli oni na rych?e rozpocz?cie dzia?a? wojennych przeciwko Polsce. Wybuch wojny przyj?li z ogromnym entuzjazmem. Nie pr?bowali nawet tego ukrywa?. Jeszcze przed przyj?ciem oddzia??w sowieckich do naszych okolic, ale ju? po przekroczeniu granicy pa?stwowej, tj. po 17-stym wrze?nia 1939 r. zacz??y si? pojawia? grupki jakich? osobnik?w z karabinami. Przeczesywali oni okoliczne lasy, szukaj?c ukrywaj?cych si? ?o?nierzy. Wy?apanych ?o?nierzy gdzie? wywo?ono samochodami. Takie „akcje” uzbrojonych cywil?w trwa?y a? do nadej?cia oddzia??w sowieckich do Pohorylec i Stanimierza. Bandyci – innego okre?lenia nie mo?na tu u?ywa? – byli tak rozzuchwaleni, ?e nawet w obecno?ci oddzia?u sowieckiego zacz?li zdziera? mundury z polskich ?o?nierzy, szukaj?cych ratunku u ?o?nierzy sowieckich. Nie pomog?y protesty ?o?nierzy sowieckich ani ostra reprymenda oficera dowodz?cego oddzia?em. Bandyci uspokoili si? dopiero, gdy jeden, najbardziej z nich aktywny, zosta? zastrzelony z pistoletu interweniuj?cego oficera. Naoczny ?wiadek J.?. napotka? przypadkowo w lesie stanimierskim ?wie?o rozkopan? ziemi?. By? to p?ytki d??, w kt?rym znajdowa?y si? zw?oki trzech ?o?nierzy. Na grobie tym by? umieszczony malutki krzy?yk z patyczk?w, przewi?zanych nitk?. Las stanimierski i lasek „Sosny” kryje jeszcze nie jedn? tak? tajemnic?. Na pocz?tku w?adzy sowieckiej, dotychczas ukrywana niech?? do Polak?w, zamieni?a si? w jawn? nienawi?? ze strony wielu m?odych a nawet starszych Ukrai?c?w. Has?em dnia by?o zawo?anie „Polaki na Sybir”. Podsycana po cichu nienawi?? zatacza?a coraz szersze kr?gi. Polacy musieli siedzie? cicho, jak „mysz pod miot??”. W?adza sowiecka w pocz?tkowym okresie dawa?a pos?uch Ukrai?com, kt?rzy udawali zwolennik?w obecnego ustroju, w rzeczywisto?ci wielu z nich by?o zagorza?ymi nacjona1istami. We wsi ?piewano antypolskie piosenki, o wyra?nej tre?ci nacjonalistycznej. Opowiadano ordynarne i o?mieszaj?ce anegdoty o Polakach. Nacjonali?ci ho?dowali Niemcom, wpadaj?c w eufori?, kiedy armie niemieckie odnosi?y sukcesy na Zachodzie, a p??niej na po?udniu Europy. Kiedy w?adza sowiecka powoli zacz??a si? przekonywa? o prawdziwych nastrojach wi?kszo?ci m?odych Ukrai?c?w, stosunek ich uleg? znacznej zmianie. Zacz?to ju? ich bacznie obserwowa?. Nienawi?? wybuch?a ogromnym p?omieniem, kiedy po kilku dniach od wybuchu wojny sowiecko - niemieckiej, do naszych okolic przyszli Niemcy. Miejscowi nacjonali?ci (ujawni?o si? ich sporo) i nie tylko oni – poszaleli z rado?ci. Cerkiewne dzwony wydzwania?y d?ugo, wt?ruj?c rozdzwonionym cerkwiom z pobliskich wsi. I znowu, jak w 1939 r. grupki uzbrojonych cywil?w przeszukiwa?y lasy, wy?apuj?c pojedynczych ?o?nierzy sowieckich. I znowu, las stanimierski i lasek "Sosny" ukry? niejedn? tajemnic?. Nacjonali?ci powi?kszyli sw?j „arsena?” o bro? i amunicj? po ?o?nierzach sowieckich. Pocz?tek „rz?d?w” nowej w?adzy rozpocz?? si? od surowego nakazu, odnosz?cego si? do Polak?w i ?yd?w – do wykonywania nieodp?atnych rob?t. Kazano kopa? rowy i wykonywa? inne roboty drogowe pod nadzorem. Na id?cych, do pracy lub z niej powracaj?cych patrzono z nieukrywanym zadowoleniem i szyderczym u?miechem na ustach. W taki to spos?b postawiono znak r?wno?ci w stosunku do ?yd?w i Polak?w. W Pohorylcach powsta? posterunek policji ukrai?skiej. W okresie ?niw i po ?niwach policjanci ukrai?scy chodzili po zagrodach, zmuszaj?c ch?op?w do szybkiej odstawy kontyngentu zbo?a. Ukrai?c?w, oci?gaj?cych si? z dostaw? zbo?a nie bito lecz tylko perswadowano i straszono, ?e jak przyjd? Niemcy, to mo?e by? gorzej. Polak?w bito, zanim jeszcze sprawdzono, czy zbo?e zosta?o odstawione. Polacy, by nie dawa? pretekstu do bicia, starali, si? w terminie wywi?za? z na?o?onych ci??ar?w. Wieczorem, ?aden z polskich ch?opc?w nie ?mia? pokaza? si? na drodze, gdy? z miejsca by? bity bez ?adnego powodu. Rok 1942 zapowiada?, si? bardzo ?le. Nie by?o nadziei na rych?e zako?czenie wojny. Ostra zima, wprawdzie nie sprzyja?a Niemcom lecz nie do tego stopnia, by druga strona mog?a osi?gn?? jakie? powa?niejsze sukcesy. Prawie wszyscy Ukrai?cy byli pewni zwyci?stwa Niemc?w i wi?zano z tym pewne nadzieje na powstanie „Samostijnej Ukrainy”. Polacy po cichu wierzyli w jaki? cud, kt?ry odwr?ci szcz??cie wojenne, sprzyjaj?ce dotychczas Niemcom. Twarda rzeczywisto?? m?wi?a co innego. Narastaj?ca nienawi?? do Polak?w zatacza?a coraz szersze kr?gi. Coraz wi?cej Ukrai?c?w, nawet tych, kt?rzy po cichu sprzyjali Polakom, zacz?li si? od nich odwraca?, nie wiadomo, czy ze strachu, czy te? z w?asnej woli. Z wiosn? rozpocz?to wysy?k? m?odzie?y na roboty przymusowe do Niemiec. Prawie ca?y kontyngent wyznaczony przez Arbeitsamt na wie? Stanimierz zosta? zrealizowany kosztem polskiej m?odzie?y. Opuszczali oni swoj? rodzinn? wie?, z ?alem za swoimi bliskimi a zarazem z ulg?, gdy? terror fizyczny i moralny ze strony wsp??mieszka?c?w by? nie do wytrzymania. Ju? wczesna wiosn? zacz?? si? przedn?wek. Wyci?ni?ty do ko?ca kontyngent od Polak?w zmusza? ich do udania si? po ?ywno?? a? na Wo?y?. Musieli oni jednak udawa? Ukrai?c?w. Omijaj?c plac?wki „Grenschutzu” cz?sto przy pomocy ukrai?skich policjant?w, udawa?o si? dosta? troch? zbo?a lub inn? ?ywno??. Nie umiej?cy m?wi? po ukrai?sku, nie mia? wi?kszych szans na przedostanie si? na Wo?y?, gdy? by? przewa?nie schwytany jeszcze przed granic? i dostarczony do najbli?szej plac?wki stra?y granicznej. Po nie jednym s?uch zagin??. Terror narasta? ci?gle. Polak nie by? chroniony prawem. Ka?dy Ukrainiec, je?li mia? tylko ochot?, m?g? pobi? Polaka, zrabowa? jego mienie, nie ponosz?c za to ?adnej kary. Z tej bezkarno?ci korzystali cz?sto. Na skarg? nie by?o gdzie i??.
Rok 1943 dla Polak?w w Stanimierzu zapowiada? si? w bardzo ciemnych kolorach. Dotychczasow? dyskryminacj?, polegaj?c? na terrorze fizycznym i psychicznym mo?na by?o jako? wytrzyma?. Ju? si? do niej przystosowano. Aby nie by?o gorzej. To gorsze – zacz??o si? stopniowo pojawia?. Zaistnia?a realna mo?liwo?? dokonania morderstwa i rabunku w bia?y dzie?. Dawano do zrozumienia, ?e to mo?e nast?pi? w ka?dej chwili. Gdzie? pod koniec lata pojawi?o si? we wsi coraz wi?cej m?odych m??czyzn, nie ukrywaj?cych si? nawet w bia?y dzie?. Ich ponury wygl?d ?wiadczy? wymownie, co to s? za ludzie. Kwaterowali oni u niekt?rych gospodarzy, a tak?e w bunkrach wybudowanych uprzednio w „Sosnach”. Prawdopodobnie, mia? to by? zesp?? bunkr?w – nazwany szumnie koszarami. Nikt z os?b postronnych nie odwa?y? si? p?j?? do tego lasku. Nacjonali?ci szykowali si? do wojny!!! Terror zacz?li tak?e stosowa? do ludno?ci ukrai?skiej, domagaj?c si? coraz wi?kszych ilo?ci ?ywno?ci. Ludno?ci ukrai?skiej zakazano ukrywania Polak?w i udzielania im jakiejkolwiek pomocy pod kar? ?mierci. Polacy byli zdani na ?ask? i nie?ask? banderowc?w, chocia? mieli odrobin? nadziei, ?e mo?e uchroni? si? od ?mierci. Ucieka? nie by?o gdzie, a zreszt?, kt?ry to gospodarz zostawi sw?j dom i dobytek. Nale?y podziwia? Polak?w ze Stanimierza za ich odwag?. Chodzi o tych najodwa?niejszych. Pomimo takiego terroru odwa?yli si? chodzi? regularnie do ko?cio?a w Hanaczowie, przez co dokumentowali swoj? przynale?no?? narodow?. Inni, mniej odwa?ni (chodzi tu o kilka rodzin) zrzekli si? dobrowolnie z dotychczasowej przynale?no?ci polskiej, okre?laj?c si? jako Ukrai?cy. Zacz?li chodzi? regularnie do cerkwi i byli przez spo?eczno?? ukrai?sk? akceptowani. Ju? od wczesnej jesieni, tj. od czasu wymordowania polskiej rodziny w Podjarkowie (15-go sierpnia 1943r), wi?kszo?? Polak?w zacz??a si? ukrywa? noc?, najcz??ciej opuszczaj?c swoje domostwa. Ukrywano si? byle gdzie: w stertach s?omy, w zakamarkach zabudowa? gospodarczych, nas?uchuj?c pilnie, czy nie zbli?aj? si? bandyci. W dzie? troch? odsypiali te nie przespane noce. Takie ci?g?e czuwanie podkopywa?o ich zdrowie. Gdzie? od miesi?ca wrze?nia, zacz?li w tajemniczy spos?b znika? m?odzi Ukrai?cy, znani z wrogo?ci do Polak?w. By?a to tzw. „mobilizacja” do band. Swoje odej?cie do band pozorowali uprowadzeniem. Zazwyczaj wygl?da?o to tak, ?e w nocy zjawia?a si? grupka ludzi, zachowuj?cych si? do?? g?o?no, zabieraj?c ze sob? upatrzonego „poborowego”. Na drugi dzie? ca?a wie? wiedzia?a, ?e porwania dokona?a polska partyzantka i zamordowa?a delikwenta w pobliskim lesie. W tak? mistyfikacj? wprawdzie ma?o kto wierzy?, ale wida? tu by?o uzdolnienia do organizowania prowokacji. Nacjonali?ci byli poj?tnymi uczniami swych niemieckich nauczycieli. Po kilku tygodniach widziano „porwanych”, jak spokojnie chodzili po wsi. Otrzymali oni kilkudniowe urlopy z bandy. Polacy ukrywali si? nadal. Warunki do ukrywania si? by?y znacznie gorsze, gdy? jesienno - zimowa pogoda, z plucha i przenikliwym zimnem, dawa?a si? we znaki nawet tym najbardziej wytrzyma?ym. Wie?? o zamordowaniu kilku rodzin w Krosienku zdeprymowa?a do reszty stanimierskich Polak?w. Taki sam los m?g? ich czeka? w ka?dej chwili. Rok 1944 zawita? ostr? i mro?n? zim?. Dosz?y s?uchy o nowych morderstwach. Zamordowano ksi?dza w Wo?kowie i ksi?dza Kwiatkowskiego ze ?wirza. Napi?cie psychiczne dosz?o do zenitu. Rodziny polskie zosta?y mocno przetrzebione. M?odzie? zabrano na roboty przymusowe do Niemiec. Niekt?rzy wyjechali dobrowolnie. W domu pozosta?y osoby starsze i dzieci. W dalszym ci?gu ukrywano si? w nocy w cudzych zabudowaniach, przewa?nie w oborach, gdzie by?o troch? cieplej. Do tych ob?r zakradano si?, gdy gospodarz uda? si? ju? na spoczynek. Nie m?g? on o tym wiedzie?. W dzie? krz?tano si? po gospodarstwach, nie wychodz?c poza jego obr?b. Pilnie obserwowano, czy kto? nie zbli?a si? do gospodarstwa. Wielkim poruszeniem w Stanimierzu by? napad na Hanacz?w w dniu 3-go lutego. Ca?a ludno?? obserwowa?a ?un?, to nat??aj?c? si?, to znowu z lekka gasn?c?. S?yszano strza?y i g?uche wybuchy granat?w. Zdawa?o si?, ?e nikt tam chyba nie ocala?, bo nie strzelano by tam chyba trzy godziny na wiwat. R??ne te? by?y odczucia Polak?w i Ukrai?c?w. Ci pierwsi – prze?ywali ten napad z trwog? w sercu, bo przecie? mordowano tam Polak?w i prawie ka?da polska rodzina mia?a tam swoich bliskich: ojca, matk?, siostr? czy brata. Kobiety Ukrainki – kiedy? Polki r?wnie? mia?y w Hanaczowie bli?szych i dalszych krewnych. Obserwowa?y ?un? i s?ucha?y strza??w z zaci?ni?tymi ustami. Byli te? inni, kt?rzy cieszyli si?, ?e nareszcie zniknie ten wrz?d i nie b?dzie wi?cej zaka?a? ukrai?skiej ziemi. Na pogrzebie pomordowanych ofiar napadu odetchn?li z ulg?. Ofiar nie by?o tyle, jak m?wi?y pog?oski. Wie? ?y?a nadal i nie zamierza?a si? podda?. To dodawa?o otuchy. W dalszym ci?gu chodzono do ko?cio?a i na widok przygotowa? do obrony, zacz??a powraca? nadzieja na przetrwanie, tym bardziej, ?e front wschodni zbli?a? si? nieuchronnie. Bardziej powinni si? martwi? banderowcy. Sz?o do wiosny, a wiosn? znacznie ?atwiej mo?na si? by?o ukry?. Mo?na by?o nawet ca?? noc przesiedzie? w sadzie czy innym miejscu. Byle przetrwa? zim?, a to ju? b?dzie sukces. Niekt?rzy Polacy, dowiedzieli si? w najwi?kszej tajemnicy, ?e mog? siedzie? spokojnie, a? do drugiego napadu na Hanacz?w. Wiadomo?? ta zosta?a przekazana na pocz?tku marca. Fakt ten dowodzi, ?e przygotowywano drugi napad na Hanacz?w staranniej ni? poprzednio. Usposobi?o to troch? ludzi.

?wi?ta Wielkanocne w 1944 r. przypad?y 9-go kwietnia. Ju? na tydzie? przed ?wi?tami mo?na by?o zauwa?y? we wsi jaki? ruch. Wieczorami pojawia?o si? coraz wi?cej obcych ludzi. Coraz szersze kr?gi ludzi zosta?o wtajemniczonych o dacie napadu. Tym dniem mia?by by? pierwszy dzie? Wielkiejnocy. Wiadomo?ci te dotar?y tak?e do Polak?w, a za ich po?rednictwem do Hanaczowa. W pierwszy dzie? ?wi?t, oko?o godziny 20-tej zauwa?ono grupki uzbrojonych ludzi, zmierzaj?cych w kierunku lasu stanimierskiego. Grupki te znika?y w lesie. Ludzie jeszcze w tym czasie nie spali. Dla nikogo nie by?o ju? tajemnic?, ?e nied?ugo nast?pi atak. Na drugi dzie? ?wi?t ( 10 kwietnia 44r.), pomi?dzy godzin? drug? a trzecia, w lesie s?ycha? by?o komendy i jakie? nawo?ywania w j?zyku polskim. Po up?ywie oko?o godziny od tych komend i nawo?ywa?, w kierunku Hanaczowa – ukaza?a si? ?una, coraz bardziej ogarniaj?ca niebo. S?ycha? by?o strza?y z karabin?w zwyk?ych i maszynowych oraz terkot broni automatycznej. Oko?o godz. 6-tej, z zabudowa? zacz?li wychodzi? ludzie, gromadz?c si? na drodze. By?y to przewa?nie kobiety i starsi m??czy?ni. M?odych w?r?d nich nie by?o. Polacy ze swych obej?? nas?uchiwali odg?os?w strzelaniny, to wzrastaj?cej, to znowu s?abn?cej. Gdy rozwidni?o si? zupe?nie, nad Hanaczowem zaobserwowa? mo?na by?o olbrzymi? chmur? dymu. W?r?d Ukrai?c?w zgromadzonych na drodze, zapanowa?o ogromne podniecenie. Sta?a tam na drodze niejedna matka, mo?e nawet rodem z tej wsi., w kt?rej teraz jej syn czy c?rka rabowali i mordowali niewinnych ludzi. Niejednej matce, stoj?cej na drodze cisn??y si? na usta s?owa pacierza o szcz??liwy powr?t syna z „wojny”, mo?e nawet tego pacierza, kt?rego nauczy?a j? matka, tam, z tej wsi, kiedy by?a jeszcze ma?? dziewczynk?. Cisn??y si? na usta s?owa modlitwy o szcz??liwy powr?t jej syna - mordercy i grabie?cy. Nie m?g? te? spokojnie spa? pop. Sta? i nas?uchiwa?. To, co si? dzia?o w Hanaczowie, by?o cz?stk? jego zas?ug, mia? nie ma?y udzia? w tej zbrodni, dokonywanej na niewinnych ludziach. Czemu? sta? na drodze, milcz?c? Powinien biec z krzy?em, by zawr?ci? tych, co szli mordowa? i pali?. Dlaczego tego nie uczyni?? Jak m?g? p??niej spojrze? w oczy swoim wiernym – ten wychowawca duchowy i opiekun morderc?w i podpalaczy. Oko?o godziny 7-mej strza?y zacz??y stopniowo cichn??. Do zgromadzonych na drodze ludzi dotar?a wiadomo??, jakoby z pierwszej r?ki, ?e Hanacz?w zosta? zdobyty a „naszi ch?opci” zabijaj? wszystkich m??czyzn. Natomiast kobiety i dzieci gromadz? w jedno miejsce i zastanawiaj? si?, co z nimi zrobi?.
Po zebranych przeszed? pomruk uznania i zadowolenia. Akceptowano taki stan rzeczy. Oko?o godz. 10-tej zacz?li wynurza? si? z lasu „bohaterowie”, nios?c na plecach worki ze zrabowanym mieszka?com Hanaczowa, ich skromnym mieniem. Wkr?tce po drugim napadzie, wyjecha?o kilka rodzin. Stan bezpiecze?stwa Polak?w, jeszcze si? tam znajduj?cych, uleg? znacznej poprawie, z uwagi na stref? przyfrontow?. W okolicy kwaterowa?o du?o wojska. W my?l obowi?zuj?cej zasady, sprawdzonej w praktyce, tam gdzie byli obecni Niemcy, nie mog?y przejawia? ?adnej dzia?alno?ci bandy. Nieco p??niej, po akcji pacyfikacyjnej Hanaczowa, dalsze rodziny opu?ci?y Stanimirze. Po wyzwoleniu teren?w, na po?udniowy zach?d od Lwowa, wiele rodzin powr?ci?o do Stanimierza. Tam by?y ich domy, tam by?y ich warsztaty pracy, tj. gospodarstwa. Nie powr?ci?a do Stanimierza m?odzie?, wys?ana na roboty przymusowe do Niemiec. Na Sanie by?a granica pa?stwowa. Okaza?o si?, ?e Stanimierz, nawet za w?adzy radzieckiej, nie by? bezpieczny dla powracaj?cych rodzin polskich. W dalszym ci?gu, znajdowa?a si? tam baza U.P.A., tylko znacznie lepiej zakonspirowana. Cz??? bandy ukrywa?a si? w bunkrach („Koszarach”), zbudowanych jeszcze za czas?w okupacji, cz??? za?, ulokowa?a si? w zabudowaniach polskich. Ukrywali si? oni w piwnicach i specjalnie urz?dzonych schowkach. Rodziny, u kt?rych si? ukrywali, musia?y ich ?ywi?. Te kryj?wki w gospodarstwach polskich wybrano, licz?c, ?e tu ich podczas ob?awy nie b?d? szuka?. Uda?o im si? w ten spos?b, przetrwa? kilka ob?aw. Podczas jednej takiej sowieckiej ob?awy, uda?o si? Polakom wymkn?? ze Stanimierza pod os?on? sowieckich ?o?nierzy. Upowcy zd??yli przed opuszczeniem wsi przez Polak?w zamordowa? 4 osoby, w tym: m?od? dziewczyn?, kt?r? rozszarpano ko?mi. Rodziny polskie ze Stanimierza osiedli?y si? na Ziemiach Odzyskanych, przewa?nie w regionach, gdzie osiedlili si? Hanaczowiacy. O swojej wsi, czasami wspominaj? – jest to naturalne i zrozumia?e. Ze swoich wspomnie? wy?uskuj? te dobre strony, a tak?e trudno im zapomnie?, ?e przysz?o im ?y? we wsi niby jednej lecz podzielonej uprzedzeniami.
Hanaczowska plac?wka AK nie mog?a sobie pozwoli?, ?eby banderowcy napadali i mordowali poszczeg?lnych mieszka?c?w wg swojej „czarnej listy”. Nie wybaczono by tego nigdy. Pog?oski, jakoby Hanacz?w mia? bardzo siln? samoobron? nie by?y rozpowszechniane przez Hanaczowiak?w. Czynili to sami nacjonali?ci, chc?c sprowokowa? akcj? pacyfikacyjn? na Hanacz?w przez Niemc?w. Dobr? stron? tej propagandy by?o to, i? sami w ko?cu, w ni? uwierzyli. To, i? jednym z powod?w pacyfikacji wsi by?a du?a ilo?? ukrywaj?cych si? ?yd?w mog?o by? prawd? lecz w jaki spos?b mo?na by?o temu zapobiec. Czy? partyzanci mieli ich przep?dzi? z zabudowa? opuszczonych przez Polak?w? Czy mieli do nich strzela?? Po drugim napadzie wszyscy mogli wyjecha?. Nikt nikogo nie trzyma?. Ci, co zostali we wsi, sami dokonali takiego wyboru. Oddzia?, kwateruj?cy w Hanaczowie mia? za zadanie, mi?dzy innymi, strzec mienia pozostawionego przez mieszka?c?w. Pad?a te? cierpka uwaga, ?e Hanacz?w nawarzy? piwa, a mieszka?cy Hanacz?wki musieli je wypi?. Chodzi tu o drugi napad na Hanacz?w, podczas kt?rego ucierpia?y niekt?re polskie rodziny w Hanacz?wce. Tutaj nasuwa si? uwaga, ?e gdyby banderowcy nie byli zaj?ci przygotowaniem do napadu na Hanacz?w, nie mieliby wi?kszych trudno?ci w zlikwidowaniu wielu rodzin, zar?wno w Hanacz?wce, jak i Stanimierzu. Hanacz?w absorbowa? ich ca?kowicie. Taki pogl?d podziela wiele ludzi – z tych trzech wsi. W jakim stopniu ucierpia?y te wsie, ?wiadcz? poni?sze cyfry.
Chodzi tu o straty w ludno?ci polskiej:

Hanacz?w - 9% Hanacz?wka - 3% Stanimierz - –
W Stanimierzu 4 osoby zosta?y zamordowane przez banderowc?w, ale w okresie w?adzy sowieckiej.
Uytkownikw Online
Goci Online: 4
Brak Uytkownikw Online

Zarejestrowanch Uzytkownikw: 774
Najnowszy Uytkownik: Travisker
Copyright bazylek© 2009